wtorek, 20 stycznia 2015

Chyba po prostu napiszę książkę.

Kurwa mać, chciałabym umieć to robić, zawsze chciałam móc to robić, jednocześnie nie robiąc nic. Przekazywać im emocje, potrafić im opisać jak bardzo, jak głęboko, jak niesamowicie i wszystkie inne rzeczy, które tam się odpierdalają, kurwa zawsze chciałam, żeby w jakiś sposób mogli wejść do mojej głowy i przeczytać z niej wszystko, tak jakby czytali książkę, żeby w końcu zobaczyli to, co tam się dzieje, żeby poczuli, jak to jest. Być mną. Widzieć ich moimi oczami. Czuć te wszystkie niesamowite rzeczy.
Boże, a w tej chwili pragnę tego jak nigdy wcześniej, bo teraz chodzi o niego, chodzi już tylko o niego i ja już wybrałam, a właściwie to nawet nie wiem czy to co się ze mną stało, można nazwać wyborem, ale cholera, nieważne, chcę żeby wiedział jak bardzo ja chcę dla niego wszystko, dla nas.

Chcę żeby mógł zobaczyć, że postanawiam, że już układam jakieś plany w głowie, że zrobię coś z życiem i że chcę się ogarnąć i nie być już tylko głupim studenciakiem, który czeka na prawdziwe życie, do momentu ukończenia studiów i że zacznę gdzieś pracować, bo kiedyś chciałabym mieć kurwa mieszkanie, tylko z nim, własne, mieć, a nie wynajmować, żebyśmy już zawsze mieli gdzie przed tym wszystkim uciec i żebym mogła mieć psa, bo kurwa pies jest ważny i wiem, że chcielibyśmy mieć psa. I jeszcze żeby wiedział jak bardzo staram nauczyć się gotować, bo chciałabym gotować nam najlepsze rzeczy, no albo gotować z nim. I że właściwie to kończę te studia i ogólnie uczę się różnych rzeczy tylko dlatego, żeby był ze mnie dumny i dbam o siebie z tego samego powodu. I chciałabym żeby wiedział, że jest mi przykro, że nie umiem nawiązać dobrego kontaktu z jego rodziną, ale jeszcze bardziej, że on też nie i że właściwie to chciałabym móc go ochronić przed wszystkim i móc sprawić, żeby wkurwiało go o wiele mniej rzeczy niż teraz. I przeprosić za to, że czasami jestem strasznie chamska i nie daję po sobie poznać tego jak niesamowicie jest dla mnie ważny.
Ale chuj z tamtym wszystkim, bo teraz kurwa najważniejsze, chciałabym żeby wiedział, jak bardzo ta miłość do niego mnie boli, nawet wtedy gdy jest tuż obok, jak bardzo perspektywa tego, że miałoby go zabraknąć jest dla mnie nie do zniesienia, jak niesamowicie bezbronna się czuje gdy tylko o tym pomyśle, jak bardzo kurwa niszczy mnie podporządkowywanie całego swojego istnienia drugiej osobie, bo mam świadomość tego jak bardzo życie jest pojebane, jak łatwo wszystko się psuje. Chcę żeby zobaczył, jak bardzo to jest wielkie, zbyt wielkie, jak bardzo się na niego pochorowałam, jak bardzo jestem rozdarta, jak bardzo chcę dla niego walczyć i jak kurewsko bardzo boję się czy zawsze będzie o co.


Chciałabym, żeby wszedł mi do głowy i zobaczył, no bo przecież, kurwa, ja mu tego nie powiem.



środa, 20 sierpnia 2014

what was that for ?

Jest mi trochę przykro, owszem, kurwa, jakie trochę, jest mi przykro tak bardzo, że aż boli mnie brzuch, że aż czuję to w środku, to dziwne, śliskie, skręcające, gorzkie coś, właśnie tam, w trzewiach.

Kurwa, za dużo rzeczy mnie rozprasza, za dużo zupełnie obcych mi ludzi mnie rozprasza, nie umiem, straciłam, zgubiłam, przejebałam siebie.

To będzie chyba zlepek pojebanych, pozornie nie mających ze sobą powiązania zdań.

Nauczyłam się używania substytutów, nauczyłam się upijania się, upijania się wieczorami podczas których nie możemy być razem, i przypominania sobie momentów z Tobą, Twoich dłoni, Twojego głosu, Twojego wszystkiego, tego ciepła, głosu, gestów, wszystkiego i teraz upijam się w momentach kiedy tęsknie za Tobą tak, że nie mogę tego znieść, upijam się prawie cały czas.

To wszystko co napisałam do tej pory to chuj oszustwo. Nie umiem już, nie potrafię, tracę to, tracę to wszystko, wszystko zjebałam, wszystko, wszystko, nas, wszystko.

Myślałam że kurwa wszystko już będzie dobrze, że wszystko się ułoży i owszem, tak było, chyba nawet tak miało być, ale nie, ale ja to zjebałam, zjebałam jak wszystko, jak zawsze.

Po co było to wszystko? Po co, kurwa. Jebany rok. Zjebany rok. I nie mogę już patrzeć ani na mnie, ani na Ciebie, bez nienawiści do siebie i tego paraliżującego mnie strachu, ze Ty wiesz, że się domyślasz, że no kurwa wszystko pierdolnie, że Cie stracę.

Po chuj było to wszystko ?

Jezu, przecież jesteś dla mnie najważniejszy, najlepszy, najwspanialszy i ja Cie kocham, ja naprawdę cie kocham, ale nie umiem, nie umiem racjonalnie wytłumaczyć, wyjaśnić dlaczego to zrobiłam, po co, po co, po co, po co, po co, co chciałam udowodnić sobie, Tobie, światu. Co. Kurwa. Co.

Mam w piersiach coś czego nie potrafię zdefiniować i to coś boli, boli, miota się, wyje, szarpie, rozrywa od środka, sprawia, że mam ochotę zwijać się z bólu i machać rękami jak psychopatka, kurwa to chyba jest sumienie, boże, sumienie, co to, myślałam, że nie mam, myślałam, że dam radę, myślałam, że znam siebie, no cóż, nie, jednak nie, boże, zaraz umrę, zaraz rozkurwię samą siebie od środka.

Nie. Nie umiem. Już nie umiem.

To chyba ostatnia moja rzecz, kiedykolwiek, o czymkolwiek, o kimkolwiek. Kurwa to już nie jestem nawet ja.

Och kurwa, jak bardzo, jak w chuj bardzo potrzebuje teraz choćby Twojej dłoni na moich plecach. Wszystkie te głosy w mojej głowie by umilkły. Wiem to, zawsze tak jest.

Kocham Cię, kocham Cię najbardziej i prawie zapomniałam już, że kiedy zaczynałam z Tobą być, nie miałeś być tak ważny, tak jedyny. Chociaż to nic nie zmienia, kocham Cię, kocham najbardziej i jak głupia i współczuję ludziom, którzy nigdy nie przeżyli takiej miłości, jakby jeszcze tego było mało odwzajemnionej, co już w ogóle jest szczytem marzeń, współczuję wszystkim, którzy w to nie wierzą, którzy myślą, że takie rzeczy się nie zdarzają i wszystkim tym, którzy są w związkach opartych tylko na seksie, bo ojej, to takie dojrzałe i tak bardzo znają życie, bo uczuć nie ma, jest tylko ruchanie i ten cały mrok i  ból, bo to przecież normalne i życiowe i takie dojrzałe.

No kurwa, proszę.

Ale jednocześnie zazdroszczę, zazdroszczę im wszystkim, bo gdybym Cię nie poznała, nigdy, nigdy, to nie wiedziałabym jakie to cudowne, wiedzieć, mieć pewność, ale jednocześnie świadomość, że można to wszystko stracić, niewyobrażalny ból samej perspektywy, drżące ręce, tępy umysł, te wszystkie paranoje.

Jezu, patrzcie, tylko spójrzcie jak chujowa się stałam. Jak to już nie jestem ja.

Och, kurwa, cokolwiek, kocham Cię. Ten świat jest tak cudowny, od kiedy Ty w nim jesteś.




niedziela, 20 kwietnia 2014

wycie w eter

Jezu, ale przecież, ale przecież on mnie nie chciał, on, on , on , kurwa, pierdolony on, odmówił, przecież, przecież, w momencie, gdy ja. JA, zawsze zimna i chłodna i wszystko, przecież wtedy gdy ja stwierdziłam, że on, że on przecież mnie kocha i że mogę się przed nim otworzyć i powiedzieć mu, jak bardzo ochujałam z miłości do niego i, i ze byłabym gotowa rzucić wszystko i zostawić wszystko tutaj i wyjechać z nim i zaczynać wszystko od nowa i że nic mnie tutaj nie trzyma, oprócz niego i że ja, ja całkowicie mogę to zrobić i być z nim, być z nim tam, zawsze i całkowicie i zapomnieć o życiu tutaj, to wtedy, och kurwa, przecież on wtedy, on wtedy mi odmówił, przecież on powiedział, że wcale tego nie chce, że, że nie chce mnie, że nie chce mnie tam z nim tak naprawdę i och och och kurwa, ja nawet, ja nawet nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, bo wtedy stałam się nikim, bo przecież, przecież, przecież kurwa własnie złamał mi serce i dusze i zmiażdżył mnie całą, całkowicie i doszczętnie; ale wciąż gram, wciąż udaje, że nic a nic mnie to nie obchodzi, że jakoś to przeżyje, że jakoś dam sobie rade bez niego, że nie ochujam już doszczętnie, ale przecież och przecież jaka to jest gówno prawda, przecież ja zwariuje, och bo z nim, z nim to było co innego, to była prawda, czysta prawda i magia i ja naprawdę, naprawdę myślałam, że mnie kocha, przecież, przecież byliśmy tacy sami, no kurwa przecież on był mną, jest mną, jesteśmy stworzeni dla siebie, no kurwa jak, JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK JAK to możliwe, że on złamał mi serce, jak to możliwe że nie jestem dla niego tak jedyna jak on jest dla mnie, przecież no kurwa, tyle razem przeszliśmy, tyle nas łączy, ja pierdole, tak bardzo go kocham, nigdy nawet nie potrafiłam tak kochać, nigdy nikogo tak bardzo i nikt nigdy nie był tak wspaniały i najlepszy i niesamowity i dokładnie taki jaki być powinien i przecież, no przecież, on mówił i pokazywał, przez cały ten czas, ze ja jestem taka sama dla niego, że równie dużo znaczę, ale jednak nie, ale jednak niewystarczająco, och kurwa, myślałam że już nigdy mnie to nie spotka, myślałam ze już nigdy nie okaże się niewystarczająca, myślałam, że mam jego, że mamy siebie.
Ale nie, no kurwa jednak nie, no kurwa no nie i i i ja teraz, przecież co ja teraz mam zrobić, przecież ja bez niego spodlę się ostatecznie i kurwa, teraz, bez niego, nikt nie będzie w stanie opanować mojego spierdolenia i mojej tendencji do upadlania się i ii ii i i i i przecież, przecież, ja bez niego, bez niego, ja ochujam, zwariuje całkowicie i z całkowitym rozmysłem spierdolę resztę swojego życia, bo w sumie po chuj mi to, po chuj mi ono, ja, ja bez niego nie potrafię i nie wyobrażam sobie i i i och boże o kurwa, tak, tak, wiedziałam, że ja... że nie ma nikogo dla mnie, że mnie się nie kocha i nie oddaje mi się życia. No kurwa.




PS I WANT HIM BACK SO BAD, I LEAVE THE DOOR UNLOCKED.

poniedziałek, 20 stycznia 2014

i wanna fuckin' lifetime with u. (po polsku lifetime, nie brzmi już tak dobrze)

Chyba sierpień, a może wrzesień, może, temperatury takie same przecież, Twoje oczy takie same, ciężko stwierdzić. Twoje 74 kilogramy na parapecie, moje 51 w łóżku, dym, Twoje usta, Twój papieros, i moje myśli, że no kurwa, jak to możliwe, że jesteś mój. W tle Simple Man na żywo i nie mogę tego słuchać, nie mogę, bo to mnie roztapia, bo to sprawia, że zakochuje się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej, jestem bezradna, bezbronna, naga.


-Nie widziałem wcześniej tego pieprzyka. - uśmiecha się pod nosem, a ja zakrywam biodro, mrugam powiekami, ale nie,
wciąż tam jest, siedzi, pali, uśmiecha się i patrzy, nie zniknął.


Więc leże taka naga, dosłownie i nie tylko, w naszej pościeli, uwielbiam ją, wiesz, to jest ta całkiem biała pościel, która od początku wygląda na używaną, lekko poszarzałą, nie wiem dlaczego tak zwracam na to uwagę, ale uwielbiam ją, ma ten klimat seksu w latach 90, miłości w małych, obdrapanych pokojach. Patrzę na niego, boże, gdyby teraz na mnie spojrzał, to pewnie pomyślałby że zwariowałam, to jest wzrok szaleńca, wzrok socjopaty, psycho fana.


- No dobra, wpuść mnie. - schodzi z parapetu, kładzie dłoń na moim biodrze, opieram głowę na jego klatce piersiowej.Bawi się moimi włosami, równie często bawi się moim sercem, chociaż nie ma o tym pojęcia, chociaż nie robi nic złego, nigdy nie zrobił nic złego, po prostu jestem tak żałośnie zakochana, że boli mnie wszystko, bolą mnie drobiazgi.


Często robi śniadania do łóżka, zawsze kawę, częściej leży i narzeka, jak bardzo nie chcę mu się wstawać, ale najczęściej mówi, że mógłby tak leżeć zawsze i to prawda, też bym mogła. W naszym wypadku łóżko to inna przestrzeń, inne uniwersum, w łóżku przestajemy być wredni i chamscy, przestajemy udawać, ukrywać. W łóżku jesteśmy bezbronni, leżymy, głaszczemy, przytulamy, rozmawiamy, śmiejemy się, planujemy, patrzymy w oczy, rozumiemy.


- Wolę z Tobą rozmawiać niż macać Cię po cyckach. - och hahahahah.


Jest wszystkim i tylko przy nim wiem, kim jestem, a z nim czuję, że jestem najlepsza, że jesteśmy najlepsi, ale tylko my, jako my razem, nigdy jedno z nas osobno, bez siebie jesteśmy niczym, true story. I pewnie to mnie zniszczy i pewnie on mnie zniszczy, a ja zniszczę jego i zniszczymy też to co mamy i to kim byliśmy, reasumując - ogólny rozpierdol, wiem, czuję, mówię Ci. Ale, (nie zaczyna się zdania od ale), ale, ale jednak jest, uśmiecha się i tak na mnie patrzy i ma te pieprzyki i znów jest pijany i wcale nie jest ładny, ale jest wspaniały i ja też jestem pijana, w ogóle za często jesteśmy pijani, stwierdzam, a on się śmieje, NIE NO CO TY, wcale nie, och hahaha i wciąż jest i jesteśmy na imprezie, a on tak bardzo nie potrafi tańczyć, a ja tak bardzo już nie mam siły i tak bardzo chcielibyśmy już jechać do domu i zostać sami i zapomnieć o wszystkim innym oprócz siebie i och Jezu, kurwa, Chryste, (tak, wiem, wiem, nie bluźnij dziecko), ale och Jezu, to jest najwspanialszy związek ever przecież.


-No i ona tam spała z ilomaś tam innymi, ale dalej są razem, bo jej wybaczył. Co szmata. - No kurwa, mimo naszego pojebania jesteśmy najnormalniejszą parą, jaką znam.- tak kurwa, właściwie to tak, nie zdradzamy, nie kłamiemy, chociażby nie wiem jak bolało, ale właściwie to nie ma o czym, nie zatajamy, nie zabraniamy, nie ograniczamy się, ufamy, no kurwa, strasznie często wydaje mi się, że wcale tu nie pasujemy, do reszty, do ich syfu, do ich pogubienia, do robienia przez nich szmat ze związków, to jest takie dziwne, zachowujemy się jak pokolenie naszych dziadków, mimo naszego pojebania, chamstwa i egoizmu, potrafimy grac czysto, jesteśmy najdziwniejszą para, jaka znam.


Właściwie to zawsze pijemy, nie wiem dlaczego, chyba boli nas to wszystko, wszystko wokół, alkohol pomaga.



Siedzimy na jakimś krawężniku, puszki w dłoniach, papierosy w ustach, śmiech, pocałunki, chowanie się przed resztą, no kurwa, znowu idą, no kurwa, no dobra, udawaj, że to nie przeszkadza, no ok. Tyle małych rzeczy, tyle chwil, mrugnięć okiem, pojedynczych zdań, wyrazów, min, gestów, które tylko my pamiętamy, tylko my rozumiemy. Tyle miesięcy razem, a większość z tego czasu funkcjonujemy już prawie na zasadzie małżeństwa, wszystko jedno, wszystko wspólne, wszystko już znane, przyjazne, oswojone, ustabilizowane, strasznie szybko poszło, nie sądzisz ?


- Chyba zaczynam przyzwyczajać się tak naprawdę, chyba już przywiązałem się tak strasznie. - wiem, przecież wiem przecież ja też, przecież jesteś mną.


Leżymy, kurwa, niewygodnie trochę, kamienista ta plaża, ale leżymy, lipiec, zdecydowanie lipiec i obydwoje mamy okulary jak z Las Vegas Parano, jakiś koc, jakieś piwa, jakieś jedzenie, weź niuniu nie jedz i tak dobrze wyglądasz, no kurwa, ale zapalić zawsze mogę, schudnąć też, a Ty wciąż będziesz brzydki; Jezu, nie wiem czy ktokolwiek rozumie nasz bełkot i mój bełkot tutaj w tym momencie, ale no cóż, to jest moje love story, strona 289 i och kurwa to nawet jeszcze nie rok, a ja nie mam jeszcze dwudziestki, ale wiem, już wiem. Wytrzymam wszystko, wiem, że musimy zrobić pewne rzeczy, pozałatwiać sprawy, pokończyć szkoły, zarobić ile trzeba, czasem nie widywać się przez jakiś czas, chodzić w różne miejsca bez siebie. To nic, to nie przeszkadza, rozumiem, wytrzymam, zniosę ile trzeba, bo nie jestem aż tak egoistycznie głupia. Patrzę z innej perspektywy. Nie musisz być codziennie, na każde zawołanie, na każdy kaprys, w każdej chwili kiedy tylko zrobi mi się smutno. Nie. To męczące, niszczące i wypalające się. Nie chce iluś tam miesięcy czy paru lat z Tobą, każdego dnia, po ileś godzin, bez przerwy. Chce przerw, czasu spędzanego osobno, ale z powrotami, ale chcę tego na zawsze.
Chcę życia z Tobą.

niedziela, 8 grudnia 2013

krótko, bez akapitów i na temat, mhm.

Wkurwia mnie to wszystko, i Ty też, wiesz, chociaż Cię kocham, chociaż kocham Cię jak pojebana, ale wkurwia mnie to wiesz, te wszystkie domówki na które musimy chodzić, bo nie wypada odmówić, to, że już wcześniej jesteś pijany, to, że mówisz, że już nie będziesz pił do zgona, a później znowu muszę Cię skądś tam wynosić i no kurwa tak po prawdzie, to wkurwia mnie chyba ta moja miłość do Ciebie, bo wiesz ja Cię kocham zawsze, w każdej chwili, nawet wtedy gdy najebiesz się w barze i muszę jechać po Ciebie mpk'iem i odebrać Cię razem z Twoim samochodem, nie mając przy sobie prawa jazdy i wtedy gdy mówisz mi, że znowu przytyłam i jak jak wyglądam i jak oglądając teledysk, stwierdzasz, że jakaś laska z papierową torbą na głowie, jest Twoim ideałem i nawet wtedy, kiedy hejtujesz moją najlepszą przyjaciółkę i gdy mi nie wierzysz, kiedy Ci mówię, że Cię kocham i gdy śmiejemy się z rzeczy, których inni ludzie nie rozumieją, ej bo kurwa tak po prawdzie, to mało kto nas rozumie i za to, za to, że przy Tobie mogę być sobą, ale tak bardzo sobą, że aż kurwa mogę sama siebie postrzegać jako idiotkę, a Ty wciąż jesteś i wciąż mnie rozumiesz i wszystko i o Chryste, nie mogę przestać dziękować w eter, za to, że Cię mam, że Cię poznałam, no bo kurwa, oni mogą nie rozumieć, ale my, my wiemy, to jest, to jest tak jak powiedziałeś, tak, że Ty jesteś Rosją, a ja jestem Putinem, to jest nie do rozerwania i teraz i teraz, kiedy siedzę tu bez Ciebie, nie wiem, nie umiem, nie potrafię już być tak do końca sobą. Tylko z Tobą wiem, tylko z Tobą tak się czuje. Wiem kim jestem, wiem co robię, wiem kim chcę być i kim będę, znam to, wiem to, byłam tam, z Tobą.

środa, 4 września 2013

powtarzam się, wiem.

No żesz kurwa. Kim jestem ?
Dzizas, kurwa, ja pierdole. 19 lat. Mentalnie koło trzydziestki, mhm.
Słucham dziwnych piosenek Birdy i wzruszam się, wzruszam się, bo taki ze mnie niby chuj, ale jednak romantyczka, ale jednak tak. Och, kurwa, ja nie dam rady, sama już nie wiem czego chcę, ale ok, ale ok, jakoś to będzie, jakoś damy radę, pewnie kurwa, pewnie.

Och, żesz kurwa. Mamo, tato, ja nie chcę. Dorastać, usamodzielniać i inne pierdoły.
Och, mamo, nigdy nie poznałam nikogo, jak on. Och, mamo, nie, nie zwariowałam, kiedy wychodzę i nie ma mnie parę dni, nie, ja się po prostu zakochałam, tylko się zakochałam, och mamo, nawet nie wiesz, jak bardzo, jak, kurwa, bardzo.

Och, kurwa, on tak bardzo ułatwia, tak bardzo ułatwia życie, och, po prostu z nim, to nie boli, nic nie boli, życie nie boli, a ja przestałam robić sobie blizny na dłoniach. Och, och, och, och. Kurwa.
Nawet nie wie. Nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
Ratuje mnie przed szaleństwem, każdego dnia. Och, for fuck sake, nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale żyję dlatego, że on żyje, żyje, bo on. No kurwa.

I gdy tak patrzy na mnie, zawsze kiedy patrzy, ahhhhh i kiedy ja patrzę na niego i och, kurwa przecież on jest mną, jest mną, ma mój mózg, może tylko trochę inny, męski bardziej, mhm.
I patrzy na mnie, tak patrzy na mnie, z tą całą miłością w tych jego miodowych oczach i uśmiecha się, jezu, jak on się uśmiecha i ja wtedy wiem, no Boże, naprawdę wiem, że to on, ale w sumie to jestem ja, ma mój mózg, moje myślenie, moje nałogi, moje odczucia i reakcje, ma moje wszystko, jezu, jest mną i właśnie dlatego ma też mnie, ma mnie tak bezapelacyjne, że och żesz kurwa.

I teraz, teraz, kiedy wszystko się wali, kiedy już nie wiem praktycznie niczego, kiedy uświadomiłam sobie, że jestem dzieckiem, prawie dwudziestoletnim dzieckiem ze swoim pierwszym mieszkaniem i pierwszym samochodem, którym nigdy nawet nie jeździłam, bo praktycznie nie trzeźwieję, że jestem tylko dzieckiem, przed pierwszym rokiem studiów, które nie dadzą mi praktycznie niczego, gdyż jak się można domyślić, żaden ze mnie ścisłowiec, teraz, kiedy to wszystko się zacznie, kiedy będę musiała sama o siebie zadbać, podejmować decyzje, dojrzeć, och kurwa, teraz, tylko on mnie ratuje. I boję się, boję się, bo on jest jedynym pewnikiem, jedyną osobą, dzięki której będę miała na to wszystko siłę, jedyną stałą, w całym tym syfie i kurwa boje się strasznie, że to wszystko prędzej czy później się posypie i boje się, bo staje przed perspektywa bólu tak strasznego, że nawet nie jestem w stanie o nim myśleć.
No bo przecież, jezu, kurwa, jak to będzie bolało. Kurwa, a będzie na pewno. Kurwa.

piątek, 23 sierpnia 2013

och.

Jezu, przecież ja zaraz zwariuje, przecież nawet nie wiem co powiedzieć, przecież mam rozdygotane serce i mózg i ciało i wszystko się trzęsie i cała ziemia się trzęsie i wszechświat znów wygląda tak jak wyglądać powinien, bo miłość istnieje i miłość nie przechodzi i to jest tak pewne, jak nic innego, a jego oczy naprawdę z roku na rok są coraz mniej błękitne, coraz bardziej szare, a jego dłonie wciąż wywołują u mnie takie same dreszcze jak na początku, jak 5 lat temu.
I stoję tam, stoję tam, taka rozkochana, ciepła, zapatrzona w Niego i nie mogę oddychać i nawet jego zapach jest wciąż taki sam, a my nic się nie zmieniliśmy, kilkunastoletni starcy, tęskniący tak bardzo, kochający tak bardzo, kurwa, czekający latami na coś, czego jeszcze nie potrafią sobie wyobrazić, przyszłość, przecież jak to, przecież co my zrobimy, jak to zrobimy, da się tak w ogóle ?
Wiem przecież, że to ma być właśnie tak, właśnie z Nim, właśnie On, a świat dyszy mi w kark i szepcze złośliwie prosto w ucho, że spiesz się, zapamiętuj, dotykaj, smakuj, zapamiętuj, zapamiętuj najlepiej jak potrafisz, bo wiesz, że niedługo znów długo, długo nic i nie będzie go, nie będzie, nie będzie i będzie musiało wystarczyć Ci to, co zapamiętasz, to co sobie zapiszesz, to gdzie dotkniesz, jak pocałujesz, co powiedziałaś, co On powiedział, tylko to, na co starczyło czasu. Obraz wypalony w źrenicach, wspomnienie dreszczy, ton głosu, nic poza tym.
Zaciskam pięści tak mocno, że paznokcie ranią dłonie, och pieprz się życie, zapamiętałam, tym razem wiedziałam, tym razem nie miałam złudzeń, zapamiętałam. Ostatni pocałunek tutaj, ostatni uścisk dłoni tam, ostatnie szepty w szyje, ostatni spacer za rękę gdzieś indziej, ostatnie zdjęcie robione po wódce, ostatnie "kocham", ostatni rzut oka przez ramie, ostatni niewyraźny obraz, tamtej nocy.
Ostatnia śmierć, znów w tym samym miejscu i na tyle samo czasu, ostatnia miłość, która boli mnie jak chce i jak dla mnie, jedyna, której nigdy nie będę umiała odmówić.

piątek, 5 lipca 2013

że wyznanie ?

I w zasadzie to wszyscy przyjaciele mnie zignorowali i nie wiem w ogóle o czym mogłabym napisać, ale może o nim, może o nim, bo tęsknię za nim praktycznie bez przerwy. Boże jak to śmiesznie brzmi w ogóle "tęsknić z kimś". Co to w ogóle znaczy. Tęsknić. Kochać. Słowa.

Chuj z nimi w sumie. Przyjaciele. Nie. Chuj z nimi. Oni wybrali. Więc o nim. Dobra.

Boże. Ma takie miodowe oczy i czarne włosy. I zarost. Czasem zarost. Dwudniowy. Jakie to śmieszne, że dla mnie wydaje się być piękny.
Boże. Jego oczy. Jego twarz. Jego uśmiech. Jego mimika. Jego ubrania. Nawet jego "różowa" koszulka, którą nosi tak sporadycznie, a z której wciąż tak się śmieję. Och, Boże.
Leży obok mnie, a ja się budzę, otwieram oczy, patrzę na jego ramiona, obojczyki, klatkę piersiową, czuję jego dłoń na biodrze, och kurwa, patrzę na jego twarz, nos, oczy, rzęsy, usta, och, usta, patrzę i nie panuję nad sobą, uśmiecham się jak ostatnia idiotka, mam ochotę się roześmiać, ale to ze szczęścia, wszystko ze szczęścia, wszystko przez niego.

Więc mamy te swoje leniwe poranki, jego ręce na mojej talii, jego ręce na moich plecach. Dotykanie, gładzenie, dotykanie, pieszczenie, tyle ciepła, jak nigdy wcześniej, nigdy, nigdy wcześniej. Jestem niesamowicie niewyspana i niesamowicie szczęśliwa, zagłębiam dłoń w jego włosach i czuję, jak on bawi się moimi, czuję jego oddech na moim czole i wiem, że on czuję mój na swoich obojczykach.
I boże, och, boże, boże, to pierwszy, jedyny, jeden taki facet, którego przeszłość mnie nie obchodzi, mógł być z kim chciał, mógł mieć kogo chciał, och nieważne, to pierwszy mój facet, którego byłe mnie nie bolą. Bo to nieważne. Bo teraz jesteśmy. My. My i nieważne, nieważne wszystko, wszystko, nieważne wszystko, cały wszechświat.

Ma mój umysł, tylko trochę bardziej męski, ale to oczywiste, ma mój mózg i jest jedyną osobą, która poznała mnie, jak nikt inny. Właściwie nawet nie musi się starać. Właściwie to sama łapię się na tym, że opowiadam mu o rzeczach, których nikt o mnie nie wie. O których bałabym się powiedzieć komukolwiek innemu. Właściwie to jest mną. Och, boże, kurwa.

Ale przecież mu tego nie powiem.

Nigdy.

Zostań ze mną. Jesteś wspaniały. Jesteś piękny. Potrzebuję Cię. Jesteś niesamowity. Nigdy nie poznałam nikogo takiego, jak Ty. Bądź mój. Bądź mój zawsze. Nie dam sobie rady, bez Ciebie, nie dam sobie rady, jeśli odejdziesz.
Och, kurwa, po prostu Cię kocham, ze wszystkim, całego Ciebie, każdą Twoją wadę, wszystko to, co dla innych wydaje się być nieznośne, wszystko, wszystko. Kocham Twoje wszystko. Kocham Ciebie, takim jakim jesteś, Nieważne co robisz, nieważne jak się zachowujesz, nieważne czym się staniesz, nieważne. Kocham Ciebie, za Ciebie. Ot, tak. Kocham. Kocham Cię.

Ot, tak.
Głupia ja, naiwna.
Ale to nic. I tak nigdy się o tym nie dowiesz.


poniedziałek, 17 czerwca 2013

kawałki.

Zabij to. No dalej. Przecież, tego nienawidzisz. Życia. Ich. No dalej, zabij. Wypij to. Wypij to wszystko. Wypij wszystko, na co Cię stać. No dalej. Przecież nienawidzisz, nienawidzisz, jego siebie, tego, co do niego czujesz, swojej słabości przez to, że kochasz, tego, że w ogóle kochasz, tego że w ogóle potrafisz kochać, no dalej, przecież nienawidzisz, nienawidzisz siebie, jego, ludzi, nienawidzisz tego, że masz uczucia. Zabij to. Zabij. Zabij, zabij, zabij. Pij, pij, aż nie będziesz myśleć, nie będziesz czuć, nie będziesz pamiętać.
Wszyscy którzy odeszli ? Myślisz, że zdarza im się myśleć o Tobie ? Nie, nie zdarza się. Mają swoje życia, swoje światy, a Ty, Ty, nigdy nie byłaś wystarczająco ważna, żeby Cię nie zostawić, prawda ? Zawsze, zawsze mówili, że jesteś wyjątkowa, że im pomagasz, że coś tam dzięki Tobie, ale nie, ale jednak nigdy wystarczająco ważna. Byłaś substytutem. Wypełnieniem. Zawsze.
Zabij to. Zabij się. Wypij. Weź. Wypij. Zapal. Zrób to.

I co i niby myślałaś, że z nim będzie inaczej ? Myślałaś, że fakt, że myślicie tak samo i że przeszliście przez to samo, wystarczy ? Myślisz, że to on ? Że to on Cię uratuje, ocali, wyleczy z nienawiści do samej siebie ? Otóż nie. No raczej nie.
Spójrz na siebie, mała. Jeszcze tydzień temu dziękowałaś Bogu, chociaż w niego nie wierzysz, dziękowałaś jakiejkolwiek sile wyższej, za to, że go poznałaś, jeszcze tydzień temu myślałaś, że jesteś w stanie kochać ponownie. Ale nie. Kurwa po prostu nie.
I siedzisz tu, siedzisz tu teraz, sama, całkiem sama, pogubiona między przeszłością, tym co jest teraz i tym, na co miałaś nadzieję, że będzie. I siedzisz tu i próbujesz się upić i wypiłaś więcej niż kiedykolwiek, ale wciąż nic Ci nie jest i próbujesz to wyłączyć, zabić to, no dalej, zabij to, nie czuj już niczego, czucie boli, uczucia bolą, bycie człowiekiem, boli.

Możesz go kochać. Możesz myśleć, że jest wspaniały, najważniejszy. Możecie spędzić razem tyle wspaniałych chwil, że aż zacznie Ci się kręcić w głowie, ale nie łudź się. To wszystko, to tak naprawdę nic. To nic nie znaczy. To pożyczka. Na chwilę. Być może na najwspanialsze chwile, w Twoim życiu, ale jednak pożyczka. Nikt nie może być aż tak szczęśliwy na dłuższą metę. Świat nie robi aż takich prezentów. Świat pożycza, nie daje.

Więc zabij to. Zabij uczucia. Zabij, weź, weź, weź, spal, wypij, wstrzyknij, spal, zabij. Zabij. Nienawiść do świata, do ludzi, do siebie. Zabij wszystko.
O wiele łatwiej jest być maszyną. Żyć jak maszyna, Nie czuć. Kiedy nie czujesz, kiedy Ci nie zależy, dostajesz wszystko. No kurwa. Jakkolwiek nie popierdolone by to było, tak właśnie jest. No kurwa.

Więc zabij. Zabij uczucia. Wyłącz się. Wyłącz to. Zapomnij. Zapomnij, zapomnij, zapomnij. Wyłącz. Po prostu się wyłącz. Odpocznij. Chcesz tego przecież. Chcesz. Nakarm demony. Weź, wypij, zapal, weź, wypij, zapal. Nie chcesz jej, nie ma jej, nie ma miłości. Pamiętaj, to zniknie, wszystko zniknie. Świat pożycza. Zapomnij póki możesz, zapomnij, zanim zaczniesz cierpieć. Wyłącz to. Zapomnij. Zrób to.


piątek, 10 maja 2013

czym ?

A więc jestem. Jestem, już nie taka jak kiedyś, już nie z tymi co dawniej, już nie z tą samą miłością, ale przynajmniej, przynajmniej wciąż mam moje demony.
Jestem, pijana bardziej niż zawsze, pijana częściej niż zawsze, szczęśliwa częściej niż dotychczas.
O, ironio, któż by pomyślał, że tracąc coś najważniejszego, największego, najprawdziwszego, zyskam coś, co będzie uszczęśliwiało mnie bardziej niż wszystko wcześniej razem wzięte ?

Ma czarne włosy i miodowe oczy w sumie, w sumie są brązowe, ale i tak wciąż będę twierdzić, że to barwa miodu, nie przekonasz mnie, uroki zakochania, te sprawy. Napisałam tyle rzeczy na jego temat, że mogłabym wydać książkę, ale żadne słowo, żadne zdanie, ani jedno z nich nie wydaje mi się nawet w kilku procentach odpowiednie, pasujące, oddające cokolwiek, jakąkolwiek część prawdy o nim.

Nie poznaje samej siebie i jest mi z tym dobrze. Może to przez to, że właściwie, to nie wiem już kim jestem, straciłam 50 procent tożsamości po utracie Ciebie i nie wydaje mi się, że chciałabym jeszcze kiedykolwiek być taka jak wtedy. Teraz jestem inna, mądrzejsza jakby, ładniejsza trochę, uczuciowa jeszcze bardziej, szczęśliwsza o wiele, zakochana jak głupia i naprawdę, wolę tą wersję siebie niż tą, którą byłam przez ostatnie kilka lat.

Och, oczywiście, że to nie jest tak, oczywiście, że nie zapomniałam, nie da się zapomnieć 5 lat, nie da się przecież. Poza tym, znasz mnie, mnie, z całą moja maszynerią zbyt mocnego odczuwania, zbyt mocnego przejmowania się, zbyt mocnego kochania. Nie zapomniałam, nie, wciąż pamiętam, pamiętam i kurwa nie mogę, nie mogę zrozumieć tego, jak mogliśmy się skończyć. No jak. Po prostu kurwa no jak. Nie do pojęcia.

Teraz wyjdę na chuja pewnie, ale to nic, zawsze mnie za taką miałeś, więc, to nic, wszystko to nic, więc, zapominam o Tobie gdy widzę jego twarz. Zapominam, bo on, on, och kurwa, on jest mną, reprezentuje wszystko co kocham w ludziach, wszystko co kocham na tym świecie. Potrafi tak jak ja, dostosowując się do naszego pokolenia, do czasów, pozostać w tym wszystkim sobą. Bez udawania, bez gierek, bez masek, bez szczeniackich zachowań. Potrafi rozmawiać ze mną godzinami, kochać się ze mną godzinami, kłócić się ze mną godzinami, ale bez bólu, racjonalnie, śmiesznie, inteligentnie. Boże, rozumie mnie, a ja rozumiem jego. Bez słów.
I może, może rzeczywiście, to wszystko, my, ta nasz miłość, to czym staliśmy się dzięki sobie, może to wszystko po to, żeby przygotować się na kogoś innego? Może poznałam Cię, może kochałam Cię dlatego, żeby teraz, móc być z nim ? Może Ty poznałeś mnie, żeby stać się kim jesteś i poznać kogoś kto zakocha się właśnie w tym kim stałeś się pod wpływem miłości do mnie ? Może rzeczywiście byliśmy przygotowaniem, może, może tak.

Ale, ale mimo wszystko, byłeś moim wszystkim i może przez to wciąż nie umiem przestać pisać o Tobie "Ty", a o innych "on" , byłeś moją największą stratą i najgłębszym szaleństwem, sprawiałeś, że czułam się czymś więcej, niż kośćmi, dupą, cyckami, oczami, makijażem, mięsem. Byłeś.


Och, czym było to wszystko ?


*" Miłość to forma uprzedzenia. Kochasz to, czego potrzebujesz, kochasz to, co poprawia Ci samopoczucie, kochasz to, co jest wygodne. Jak możesz twierdzić, że kochasz jednego człowieka, skoro na świecie jest dziesięć tysięcy ludzi, których kochała byś bardziej gdybyś ich poznała ? Ale nigdy ich nie poznasz. " - Bukowski


niedziela, 24 marca 2013

ile byłoby mnie, lub o ile by mniej ?

Wszystko chciałabym Ci oddać i chciałabym, żebyś to wszystko po prostu sobie wziął, nie obawiając się, że nie wiesz co ze mną zrobić, bo wiesz, wiesz to jak nikt inny. Pierwszą rzeczą jaką razem zrobiliśmy, była wielka kłótnia przecież. To niesamowite, to tak jakbym kłóciła się sama ze sobą. Tak naprawdę miałam to wrażenie od początku,  od początku rozmawiając z Tobą czułam się tak jakbym gadała do siebie i sama sobie odpowiadała. Jesteś mną ?

Miałam kiedyś miłość, była niesamowita, wielka, czysta, trudna, bezwarunkowa, miałam ją, mieliśmy, właściwie chyba mamy nadal, ale on zabiła i mnie i jego, więc chyba nie można już mówić o tym w taki sposób. Teraz jestem martwa i nawet nie potrafię przypomnieć sobie tonu jego głosu, ani tego uczucia unoszenia się ponad chodnikiem gdy mnie przytulał. Byłam martwa również wtedy, gdy jak zwykle kompletnie zalani, coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie z kimś innym. Jestem martwa cały czas.

Nauczyłam się wszystkiego tak szybko, że aż wstyd, nauczyłam się korzystać z dużego zła tak szybko, że właściwie chyba nigdy nie byłam dzieckiem. Pokazano mi rzeczy dorosłe, myślenie dorosłych, uczucia starców, zapakowano je w moja nastoletnia głowę, w moje głupie, słabe serce, a potem mówiono, że odstaję od reszty. Owszem. Pieprzyć to.

Chyba dojrzałam jeszcze bardziej, chyba wyrzuciłam trochę syfu z głowy, chyba niedługo się w Tobie zakocham. Jesteś wspaniały i jesteś moim błogosławieństwem, bo wszystko rozumiesz, absolutnie wszystko, to jest tak cudowne, mieć kogoś kto rozumie, kogoś, kto nie boli.
Chce Cię rozpieczętować, wejść Ci do głowy, wejść Ci w myśli, we wszystko. Słuchać jak mówisz, możesz mówić nawet cały wieczór albo cztery albo każdego wieczoru cztery tygodnie pod rząd, tak bardzo jestem zafascynowana. Chcę wiedzieć o Tobie dużo, jak najwięcej, to wszystko co jesteś w stanie powiedzieć, opowiedzieć, pokazać, chce poznać najgorsze, najbrudniejsze rzeczy jakie masz w głowie, całe zło, krzywdy które zrobiłeś i te które zostały zrobione Tobie. Chce wiedzieć i chce żebyś wiedział wszystko o mnie. Jesteś pierwszą osobą, która tyle znaczy. Jesteś pierwszą osobą, której jeszcze nigdy nie miałam dość.

Stoję i gadam sama do siebie, krew krąży szybciej i chyba widzę miejsce gdzie całowaliśmy się po raz pierwszy. Nie mogę oddychać i  uważam, że to niemożliwe, że jak to się stało, jak mogło, jakim cudem, dlaczego, jak , jak, jak, jak kurwa, no jak mogliśmy się skończyć. Nie my, każdy tylko nie my. Zastanawiam się, kim była bym teraz, gdyby nie Ty wtedy i później. Pewnie też bym się skończyła. Już dawno.

środa, 6 marca 2013

niech będzie chwała za ten czas

 Mam lekką, jasną, pełną słońca głowę, mam głowę szaleńca i powinnam robić teraz całkiem co innego, być kimś innym, z kimś innym i gdzie indziej, jak każdy z nas. Mam głowę szaleńca i wydaje mi się, że wszystko co między nami, stopiło się jak klisza fotograficzna, że wszystko, wszystko umarło, mu umarliśmy, my, cały wszechświat.
 Chociaż czasami chyba wciąż jeszcze idę w Twoim kierunku i staram się nie być zła, nie być wściekła na świat, staram się być dobra, serio, ale jeśli karma mi tego nie zwróci, to nie ręczę za siebie, przysięgam, bo oddałam wszystko, prawie, resztę mi odebrano, więc, cóż. Zostały zadania z matematyki, które nie mają prawa zaskakiwać, stosy nieprzeczytanych lektur, dwa miesiące do matury noikurwacoztegonoico. Nie znaczę zupełnie nic, bez Ciebie.
 Wciąż spędzam z nim duszne wieczory, dziwne, ciężkie od uczuć, jego uczuć, ja nie mam, zwykle wtedy mam tylko płuca pełne dymu, dziwne, wciąż nie wiem, co tak naprawdę dla mnie znaczy, dlaczego go potrzebuję i czego od niego chce. Mam już dosyć jego i tego wszystkiego, wszystkiego, a wczoraj przeszłam samą siebie, upaliłam się, po czym płakałam pół godziny, bo zażartował, że nie mogę oprzeć głowy o jego ramię. Mógłby mieć trochę rozsądku i odejść, przecież jestem wariatką. Oboje powinniśmy, nic dobrego i tak z tego nie będzie, nie ma prawa, ale nie, nie, przecież to byłoby za mądre, przecież wtedy sprawialibyśmy wrażenie, że wiemy co robimy. A nie wiemy. No bo po co to wszystko przecież. Przecież to nie to samo. Przecież z nikim nie jest już tak samo. Przecież kurwa to jest nie do pomyślenia, tyle szaleństwa.
  Wciąż myślę o Tobie, prawie tak często jak o nim, a może nie powinnam o nim ,bo mnie zostawił, bo przecież zniknął, zniknął, wyparował, odciął się, tak jakby nigdy nie było niczego, nikogo, tak jakby półtora roku to było nic, jakby nigdy nie było, Jezu, przecież ja bez niego sobie nie poradzę, przecież troszczył się o mnie, przecież miał troszczyć się jeszcze co najmniej 2 miesiące, przecież ja umrę, nie umiem już przebywać w tych murach bez niego. Nie robi się takich rzeczy, nie robi się, a już na pewno nie ludziom, z którymi kręciło się sobie film w głowie, ciężkie, pijane, źle skadrowane sceny, uśmiechy, krzyki, słowa, papierosy, pieniądze, bar, jedzenie, piwo, szampan, schody, śmiech, śnieg, ciepło, park, polana, wiatr, lato, lato, zima, wiosna, jesień, kurwa, NIE ROBI SIĘ TEGO KOMUŚ Z KIM SPĘDZA SIĘ CALE LATA DZIEŃ W DZIEŃ, NIE ROBI SIĘ KURWA.
Nieważne, przecież nie płaczę po ludziach, wszyscy odchodzą, po prostu ja o tym zapomniałam.

Chciałabym, żebyś już był. Wszystko sprowadza się do tego, żebyś Ty był. Z Tobą, może być wszystko. 



sobota, 8 grudnia 2012

może.

Może to i prawda, może tak jest, może w jakiś dziwny, niepełny, pokręcony, niezrozumiały nawet dla mnie sposób Cię kocham, nie wiem, może tak jest, nie wiem. Wiem tylko, że lubię z Tobą przebywać, bo przy Tobie jestem najszczerszą wersją siebie i lubię to, że będąc z Tobą, mogę pobrudzić się jedzeniem, rozlać coś na pół dywanu, kaszleć przez 10 minut, iść ulicą i łapać językiem płatki śniegu wcale nie słuchając tego co właśnie próbujesz mi powiedzieć, robić przysiady przy paleniu trawy, mówić po śląsku, wkurzać Cię, że przez 3 godziny mówię tylko po angielsku, kręcić filmiki w których leże na Tobie, robię okropne miny i przeklinam, bo mam łaskotki, mogę Cię przedrzeźniać, przytyć 3 kg w tydzień , po czym w dwa tygodnie schudnąć 7, piszczeć, potykać się i być niezdarną, być wredną suką, ripostować wszystko stwierdzeniem "pierdol się, cukiereczku" , upijać się i śmiertelnie poważnie stwierdzać, że nie możemy być razem, jeśli masz alergie na koty, płakać na reklamach, udawać Hefnera, udawać tancerkę go-go, śpiewać absurdalne piosenki, krzyczeć, że przez Ciebie nie mogę rzucić palenia, bo Ty wciąż palisz i palisz, obrażać ludzi, robić z siebie idiotkę i dawać się ponosić emocjom, mogę być całkowicie sobą, niepoważną, naiwną, słabą, zabawną, nadal pisać Ci dziwne listy, pełne rzeczy, które w Tobie lubię, a które Ty lubisz czytać przed snem, mogę być dziwakiem, a właściwie to nie muszę ukrywać tego, że jestem dziwaczna, bo wiem, że Ty wciąż będziesz i stwierdzisz ze śmiechem, że ani trochę mnie nie pojmujesz, ale wciąż będziesz mnie chciał, może nawet jeszcze bardziej niż do tej pory i wciąż będziesz patrzył na mnie tak samo i nadal będę widziała moje odbicie w Twoich oczach. I pewnie dlatego tak Cię lubię, chociaż każdy wciąż pyta, dlaczego i jak to możliwe, bo udajesz i chcesz być postrzegany jako skurwysyn i ludzie tak Cię odbierają, a to jest bullshit, the biggest bullshit ever, ale pieprzyć ludzi, co oni mogą wiedzieć. I ja naprawdę chciałabym, żebyś był szczęśliwy, ale nie mogę, ale wyrwę Ci serce, już niebawem, bo nie wybaczyłam i nie wybaczę tego jakim chujem okazałeś się być wobec mnie pewnego jebanego miesiąca. Więc odpłacę Ci za to, a jakże, złamię Cię i zniszczę i zdeptam i nie zostanie po Tobie nawet wspomnienie i nie zrozum mnie źle, naprawdę nie chcę tego robić, naprawdę nie jestem aż tak zła i walnięta, a może jestem ?

środa, 29 sierpnia 2012

konam, wpuść mnie.

Ludzie nigdy nie zrozumieją, nigdy, dla nich to tylko my, a to nieprawda. Jest coś więcej, jest 4 nad ranem, a Twoja ręka leży na moim udzie, zza ściany słyszę jak któreś z nich wychodzi na papierosa, a tuż obok słyszę Twój oddech, a może mój oddech, Twój oddech, wszystko jedno, wszystko wspólne. Leżę, myślę, o, znów zapomniałeś zdjąć zegarka i znowu będziesz narzekał jak wstaniesz, a nie wiem czy wspominałam, że kocham Twoją twarz rano?

Trzeba będzie iść do sklepu i dokupić alkoholu, bo wczoraj znów wypiliśmy wszystko co było, ej to straszne przecież, jest nas tylko czworo i kończą nam się pieniądze, a pijemy na półki.

M. budzi mnie każdego ranka i każe opowiadać sobie o poprzednim dniu, bo po co pamiętać co się robiło po pijaku, skoro można nie pamiętać. Więc mówię cokolwiek, zmyślam coś i patrzę jak jej oczy robią się wielkie jak spodki, a potem wybucham śmiechem, Jezu jak ja ją kocham, ale martwię się też, nie powinna aż tak przejmować się tym, że odszedł. Kochana, Oni tylko wydają się być tak fantastyczni, tak naprawdę większość z nich chciałaby od nas wszystko bez dawania czegokolwiek, pieprz to mała, kiedyś znajdziesz kogoś naprawdę, każdy znajdzie. Mówię jej to i boję się, że zaraz mi się rozpłacze, ale nie, jest coraz lepiej, nie płakała już od 4 tygodni odkąd jest z Nami.

Boże, jaki syf w tym domu, tak kochanie, już wracam do łóżka, muszę tylko zabrać R. moje papierosy, tak, wiem, że przecież już nie palę, ale on pali już 3 moją paczkę, och, dotykasz mnie, a w sumie, co tam papierosy, chodźmy się kochać.

Znowu pijemy, a Ty znowu tak fantastycznie pachniesz i nie wiem co bardziej miesza mi w głowie, cytrynówka czy Twoje perfumy. Nie czuję się całkiem ok, to chyba przez ten cukier, za dużo cukru dziennie, ale kocham Cie. O, ktoś przyniósł z domu aparat, zrób sobie ze mną zdjęcie, jesteśmy niesamowici na zdjęciach, a każde z nich można podpisać jedynie zdaniem "When i'm with you i have fun". Tak, wracajmy łąką, może znowu położymy się na trawie na 5 minutek, a obudzimy rano, w mokrych ubraniach i ciężkim szoku. Wiem, nie musisz mówić, że podobają Ci się moje paznokcie, przytul mnie, bo chyba zbiera się na burze, myślisz, że się boje, a wcale nie, wcale się nie boje, a to kolejny pretekst do tego by ani na chwilę nie wypuszczać Cię z ramion. Boże, jak można być Tobą, to jest nie do pomyślenia chodzić po ziemi i być Tobą i żyć i jednocześnie nie oszaleć od swojej zajebistości. Oh, hahaha zawsze się śmiejesz kiedy tak mówię, nie śmiej się,jestem całkowicie poważna, Boże jak Cię kocham, wystarczy, że mnie przytulisz, a ja już unoszę się ponad chodnikiem, poza tym chciałabym Ci powiedzieć tyle rzeczy, ale..oh, R. znowu wypalił dziurę w dywanie węgielkiem, rozkoszny chłopak z Niego, choć może trochę za dużo gada o pieprzeniu. Kochanie, uwielbiam z Tobą gadać o jedzeniu i o Ojcu Chrzestnym i śmiać się w barze z kolesia, który ma głos zupełnie jak Luca Brasi i krzyczeć WANKER pod sklepem tak głośno, że aż ludzie otwierają okna.

Śmiejemy się całymi dniami jak idioci, mówimy o rzeczach, które tylko my rozumiemy, a gdy ktoś na ulicy przypadkiem usłyszy, to patrzy jak na wariatów, co śmieszy nas jeszcze bardziej.Chodzimy codziennie do sklepu, a ja już po 3 dniach podchodzę do kasy i mówię "proszę to co zwykle", a ekspedientka tylko uśmiecha się krzywo i podaje Lubelską, Pepsi i paluszki, później M.kupuje parówki i tuńczyka, bo coś wpierdalać trzeba, mimo wszystko. Oni jedzą parówki, my tuńczyka, lubimy tuńczyka i seks na blatach kuchennych gdy nikogo nie ma w domu, jesteśmy nieprawdopodobni i chyba oszaleje bez Ciebie przez te 118 dni do następnego spotkania. Palę jednego papierosa dziennie, to niesamowite, autentycznie nie ciągnie mnie do palenia gdy ten chłopak jest blisko, a przecież jestem takim jebanym nałogiem, niesamowite. Gramy trochę w Simsy, gdzie najczęściej topimy P. w basenie, nawiasem mówiąc, fałszywy z Niego chuj, dobrze mu tak, ale nie lubimy Simów w sumie, instalujemy Skyrima, ale raczej nic z tego nie będzie, no cóż, nie ponakurwiamy razem smoków, szkoda.

Rodzice dzwonili tylko raz, chociaż przecież wciąż nie mają pojęcia kiedy wrócę i gdzie jestem, chociaż przecież pewnego wieczoru w godzinę spakowałam połowę rzeczy i nic nikomu nie mówiąc, uciekłam. Nawet nie jest mi przykro, mam tu prawdziwą rodzinę, rodzeństwo o jakim zawsze marzyłam. W sumie to uciekliśmy jak wariaci, w sumie to nimi jesteśmy, wszyscy, każdy z Nas.

Kochanie, kochanie, kochanie, wiem powtarzam się jak głupia, wiem, milczę za dużo dzisiaj, ale boję się, jestem przerażona, że tak niewiele czasu Nam zostało, trzeba się kochać i rozmawiać i trzymać za rękę i całować i bawić włosami i pic i przytulać i mówić sobie pewne rzeczy bez słów i być, być, być, być tu i teraz ze sobą jak najmocniej, jak najbardziej. Masz takie piękne oczy, szaro-niebieskie są, nie będę płakać, nie będę płakać, przecież nie mogę się teraz popłakać, wciąż jeszcze mnie obejmuje, wciąż czuje jego zapach, wciąż jeszcze jest mój.

 Ostatni wieczór i drinki Sobieskiego, smakują, smakują wszystkie oprócz Green Tea, jego ręce na mojej twarzy, szaleństwo w oczach, no ja pierdole ja ją chyba zabije, ja tutaj prawie płaczę, rozpadam się, umieram, żegnam, a Ona włącza Aerosmith na przemian z "See You Soon" Coldplay'a, "Set the fire to the third bar" i "Black" Pearl Jam'u i jakby tego było mało to jeszcze "The Best Is Yet To Come" Scorpions'ów, kurwa, no zabiję ją, umieram przez to, chociaż nie, nieważne, wszyscy umieramy teraz tak samo, wszyscy to czujemy, zżyliśmy się tak bardzo, że to chyba aż niezdrowo, że to chyba aż nienormalne, jak śmiesznie, to takie nasze, nienormalność i takie tam inne dziwactwa.
 Ostatni ranek, M. leży bezruchu na podłodze już od 2 godzin, kochanie, sprawdź czy oddycha, bo R.chodzi tam i z powrotem i mówi, że nie sprząta, bo nie jest pedantem, bo nie jest głupi, bo mu się nie chce, chodzi, gada i machinalnie, pewnie nieświadomie, ustawia rzeczy na swoich miejscach, pakuje się, ścieli łóżka, ma nieprzytomne spojrzenie i nie wyciąga papierosa z ust, cholera, naprawdę musi nas wszystkich kochać, nie wygląda na takiego, któremu może się zdarzyć, że nie wie co ze sobą zrobić, a jednak, no proszę. Po chwili podchodzi do mnie i przytula, prawie spalił mi włosy papierosem, którego oczywiście wciąż pali, ale cóż to znaczy, stoi tak dobre 8 min, a ja się nie ruszam, przytulam się i myślę o tym, ile razy mi pomógł ile razy słuchał, że źle, że boli, że nie tak jak być powinno, że muszę mieć M. i tylko M.,że pierdolone 2tys kilometrów, ile razy razem piliśmy, ile lat już się znamy, miga mi to wszystko przed oczami i wtedy coś we mnie pęka, wtedy się załamuje, nie, nie wytrzymam, uciekam, zamknę się w łazience, może uda mi się umrzeć z bólu zanim będę musiała pożegnać się z Nimi ostatecznie.
 Ostatnie popołudnie, M puściła na pełny regulator "Wpuść Mnie" Happysadu i teraz wszyscy chodzimy i konamy. Mijamy się w futrynach nie patrząc sobie w oczy, ale i tak wiemy, że każde z nas ryczy, siedzę na jego kolanach i patrzę mu w twarz, patrzę i wiem, że to właściwa twarz, że to ma być On i tylko On, patrzę i wariuje, bo chciałabym powiedzieć tyle rzeczy, ubrać w słowa to, co myślę, ale nie umiem, ale za wcześnie, kochanie, widzę, że też masz szaleństwo w oczach i ból na ustach, ale kocham Cię, wszystko będzie dobrze przecież, tak, tak jak mówisz, zawsze byliśmy najlepsi przecież, dla siebie, zawsze mieliśmy być, zawsze będziemy.
 Ostatnia godzina, leżymy wszyscy na łóżku, strasznie pijani, trochę alkoholem, trochę rozpaczą. Planujemy Amsterdam i sylwestra. Boże jak ja was kocham - Boże jak my Ciebie też. Przecież wiem, przecież czuje, cały dom jest Nami przesiąknięty, my jesteśmy sobą przesiąknięci, już czas, trzeba wstać, trzeba pożegnać się ostatecznie.

Stoję. Chyba wciąż jeszcze macham, ale nie jestem do końca świadoma tego co robię. Godzinę temu odleciał. 5 minut temu odjechali. Widzimy się za 118 dni od dzisiaj. Wytrzymam.Będzie dobrze.

Kurwa, chyba muszę iść zapalić.

niedziela, 26 czerwca 2011

3 lata.

siedzisz i patrzysz
wskazówki zegara nagle zaczynają przyspieszać
zamykasz oczy, wszystko znika i nagle znów jesteś tam
patrzysz na jego twarz i czujesz że umierasz
nie chcesz tego
wtedy jedynym uczuciem jakie Cię przepełnia jest nienawiść
nienawidzisz tego,że go poznałaś
gdyby nie to
życie nadal nie miałoby sensu
ale brak tego sensu bolałby Cię o wiele mniej.

czwartek, 19 sierpnia 2010

never open, never closed past...

serce z kamienia,brudne mysli,
wspolne dni,noce,popołudnia,
to co sie zdarzyło, i to co w ogole nie miało miejsca ale boli tak samo
papierosy, melodie, uczucia, do kurwy nedzy, uczucia!
nigdy nie wypowiedziane słowa, w ogole to bardzo mało wypowiedzianych słow
wiecej niedomowien, zagadek , tajemnic , mało oczywistosci, duzo bólu
jeszcze wiecej niezgodnosci czasu, miejsca,
na pocieszenie wspołpraca umysłow,
wielkie nadzieje, ostre jak sztylety wspomnienia , przytepione przez czas,
twoje oczy zawieszone na poziomie szafki kuchennej, twoje oczy zawieszone na poziomie moich,
twoje oczy zawieszone wszedzie,
widmo szczescia siedziacego w fotelu, lezacego na łozku, hustajacego sie na hustawce, palącego papierosa zza drzewa
snieg, snieg, doskonale symbolizujacy temperature naszej odwagi, wiatr uderzający nam w twarze pozegnaniem,
awersja do ciszy,
wiec muzyka, jeszcze wiecej muzyki, ciche rozmowy, monologi właściwie,
popołudnia spedzone w pustej wannie,
kołaczace sie w głowie te same mysli, bladoniebieskie aspiracje,
odcienie szalenstwa, pistacjowy głos,
chmurnosc twoich oczu
ocalic od zapomnienia.

niedziela, 1 sierpnia 2010

za długie, za głebokie, za rozpaczliwe. za bardzo po mojemu. za bardzo bez Ciebie!!!!

Wlasnie wracam. I nie wiem co powiedziec. Wlasnie umarłam. Po prostu umarłam. To wszystko,wtedy,tam,nawet teraz jest nie do opisania...
Posiłki. Gdy człowiek nie je nic, lub prawie nic , to kiedy postawi sie przed nim normalny posiłek , wydaje sie to niemozebne. Ale jadłam , jadłam na siłe, jadłam z mysla o poprzednich latach, jadłam z mysla o Tobie, o tym ze podobałam Ci sie taka, jaka byłam kiedys , taka normalna, zdrowa, a nie taki wrak kobiety jakim jestem teraz. Moze to i dobrze, ze nie widziałes mnie teraz, w tym roku, w tym czasie odkad ostatni raz zabiłes mnie osobiscie. Moze dobrze, ze nie widziałes mojego upadku, tego jak sie stoczyłam i tego jak teraz moje myslenie sprowadza sie wyłacznie do papierosów lub do Ciebie. I nie mam watpliwosci, ze to dobrze, ze nie widziales tych ciagłych łez cisnacych mi sie do oczu. Musiałam robic cokolwiek, jakkolwiek, wszystko i byle jak, zeby zapomniec. Wszystkie pokoje , sprzety i postacie az tetnia ruchomymi wspomnieniami o Tobie. To nie do zniesienia. To wciaz jest straszne. Przerazajaca swiadomosc, ze tego lata Cie nie było. I ,ze tego lata juz Cie wiecej nie zobacze. I ta najstraszniejsza swidomosc ,ze nawet jesli bys był, to nie byłbys juz taki Moj jak kiedys. Najszczesliwsza mysla , jaka kiedykolwiek przeszła mi przez głowe, to mysl , ze jestes moj, a ja moge byc Twoja. Ale teraz juz nie mam zadnych szczesliwych mysli. Zadnych. Wszystkie sa wypełnione rozpaczliwie milczacymi wrzaskami o pomoc. Wrzaskami o Tobie, o prawdziwym Tobie , zarowno fizycznie , jak i psychicznie MOIM. Takim jak byłes kiedys , a nie takim jak jestes teraz. Bo to, co czas z Toba zrobił, było po prostu zwykłym skurwysynstwem wobec mnie. Odebrał mi Cie i zmienił do tego stopnia, ze nawet Cie to nie obeszło......


To miejsce...boli.Jest jedną, wielką, pulsujacą bólem raną, w dodatku rozdrapywaną co chwila mniej lub bardziej głeboko. Jej dom, ich domy, Twoj dom, choc widziany tylko z zwenatrz,bolą, drapią w gardle i w oczach . Sklep, droga , nasza łaką, klatki schodowe, znane samochody bolą, kłują w klatce piersiowej . Ludzie, ich słowa o Tobie, słowa, wspomnienia jak rowniez zdjecia, filmy, muzyka zwiazana z Toba bolą najbardziej . Wbijają sie miedzy zebra, wchodzą w krwioobieg, pulsują w zyłach, przyklejaja sie do innych mysli, drąża w mozgu głebokie tunele. A najgorsze jest to, ze wspomnienia mimo tak długiego okresu przerwy wclanie nie zgubiły ostrosci. Wrecz przeciwnie, obrazy sa ostre jak sztylety i rownie bolesne co one. I wiem, czuje to , ze to miejsce nigdy nie przestanie wywoływac we mnie takich odczuc.Nigdy, bo to tu wszystko sie zaczeło, to tu wszyscy pomagali nam przetrwac, to tu wszyscu ułatwiali nam spotkania, rozganiali nasza treme, PRZEZNACZYLI NAS SOBIE <333 To tutaj zawsze byłam soba, tutaj czułam sie jak w domu, mimo takiej odległosci od niego, to tutaj problemy znikały, zycie stawało sie proste, a jego sens oczywisty i to tutaj zawsze mieszkały szczerosc, przyjazn,miłosc a co za tym idzie szczescie. Tutaj było wszystko, tutaj był moj Eden, ktorego podpaliłes na czas swojej nieobecnosci i kazałes tak długo na siebie czekac, ze teraz są juz tam tylko zgliszcza powodujace całodobową mokrosc oczu. Wiesz Tobie pewnie jest tam o wiele łatwiej. Cpasz, teraz jestem juz pewna na sto procent. I nie moge, po prostu nie moge zrozumiec dlaczego powoli sie zabijasz. Mozna by pomyslec, ze jednak czegos załujesz tak jak niedawno mi powiedziałes i ze chcesz ten zal jakos zagłuszyc, tak jak ja robie to papierosami.Ale Twoje serce to juz raczej tylko kupa mięcha, w ogole ostatnio całego Ciebie postrzegam jako mieso bez uczuc. Mieso ktore kocham.I wiesz chyba byłes miłoscia mojego zycia,bo nigdy nikogo nie kochałam bardziej irracjonalnie, bezpodstawnie i mimo wszystko jak Ciebie. Nikt nigdy nie był tak jeden , tak najwazniejszy , tak warunkujacy na moje zycie co Ty.I z nikim innym nie wyobrazam sobie takiej bliskosci, jakiej doswiadczyłam z Toba i takiego zrozumienia, po prostu takiego zycia, z nikim.I po tym pobycie w mijscu naszego poczatku zrozumiałam, ze mimo wszystko nikogo juz nigdy tak nie pokocham . Bo nikt nie bedzie nigdy tak dobry jak Ty. Ale mimo wszystko jesli nie wrocisz to bede musiała zyc dalej. Nie skoncze z soba,nie dam Ci tej satysfakcji ktorą teraz, po Twojej przemianie na pewno bys odczuł. Bede zyc dalej sama, w sumie to bedzie prawie tak jak dawniej, bo nigdy tak naprawde Cie nie było.A gdy znajdzie sie ktos , kto bedzie umiał dac mi choc odrobine tego, co dostawałam od Ciebie i sprawi, ze poczuje sie z nim choc troche bezpieczna to bede z Nim. To smutne miec 16 lat i miec juz za soba najpiekniejsza rzecz w całym istnienu jaką jest miłosc zycia. I moze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ja bede czekac. Mimo wszystko, przez całe zycie bede na Ciebie czekac, bede Cie kochac i dopoki zyje, ciagle bede w jakims sensie Twoja.


-co mogłoby sprawic, zebys rzuciła to swinstwo?
-ma byc a nie bywac...


I ten powrot..
Pusty autobus.Tzn niezupełnie pusty.Ja i wyraznie znudzony kierowca, zerkajacy co chwile do lusterka, zeby sprawdzic czy nadal płacze.Oczywiscie go nie zawiodłam i ryczałam dalej, zreszta widac bylo ze miał niezła ucieche. Wreszcie miał namacalny dowod, ze ktos ma gorzej od niego, co mozna łatwo wywnioskowac po histerycznym szlochu na tylnym siedzeniu. Dupek. Smiał sie bezczelnie. Potem zasnełam. A jak sie obudziłam to nic sie nie zmieniło. Nadal Cie kochałam.


WROC!!!!!!

wtorek, 27 lipca 2010

nie pokazujcie mi Raju, zeby potem go spalic...

Jestem tu. Jestem w moim Raju i patrze jak płonie. Bez Ciebie, bo Ty oczywiscie uciekłes. Oczywiscie płacze co noc, jakze by mogło byc inaczej. (Jebany skurwiel!) Zbieram szczatki wspomnien z tych wszystkich naszych wspolnych miejsc. I umieram. Codzienie po kilka razy i kurewsko roznorodnie. Nie moge tego zniesc. Oni wszyscu tu sa, a jgo nie ma. Zostały zgliszcza szczescia, bol ,i wspomnienia, kurewsko zakazane.Nie starcza papierosów, barkuje zyletek . Wodka przestała pomagac po 2 dnbiach. POMOCY!!!
Kocham cie....