Wszystko chciałabym Ci oddać i chciałabym, żebyś to wszystko po prostu sobie wziął, nie obawiając się, że nie wiesz co ze mną zrobić, bo wiesz, wiesz to jak nikt inny. Pierwszą rzeczą jaką razem zrobiliśmy, była wielka kłótnia przecież. To niesamowite, to tak jakbym kłóciła się sama ze sobą. Tak naprawdę miałam to wrażenie od początku, od początku rozmawiając z Tobą czułam się tak jakbym gadała do siebie i sama sobie odpowiadała. Jesteś mną ?
Miałam kiedyś miłość, była niesamowita, wielka, czysta, trudna, bezwarunkowa, miałam ją, mieliśmy, właściwie chyba mamy nadal, ale on zabiła i mnie i jego, więc chyba nie można już mówić o tym w taki sposób. Teraz jestem martwa i nawet nie potrafię przypomnieć sobie tonu jego głosu, ani tego uczucia unoszenia się ponad chodnikiem gdy mnie przytulał. Byłam martwa również wtedy, gdy jak zwykle kompletnie zalani, coraz bardziej zbliżaliśmy się do siebie z kimś innym. Jestem martwa cały czas.
Nauczyłam się wszystkiego tak szybko, że aż wstyd, nauczyłam się korzystać z dużego zła tak szybko, że właściwie chyba nigdy nie byłam dzieckiem. Pokazano mi rzeczy dorosłe, myślenie dorosłych, uczucia starców, zapakowano je w moja nastoletnia głowę, w moje głupie, słabe serce, a potem mówiono, że odstaję od reszty. Owszem. Pieprzyć to.
Chyba dojrzałam jeszcze bardziej, chyba wyrzuciłam trochę syfu z głowy, chyba niedługo się w Tobie zakocham. Jesteś wspaniały i jesteś moim błogosławieństwem, bo wszystko rozumiesz, absolutnie wszystko, to jest tak cudowne, mieć kogoś kto rozumie, kogoś, kto nie boli.
Chce Cię rozpieczętować, wejść Ci do głowy, wejść Ci w myśli, we wszystko. Słuchać jak mówisz, możesz mówić nawet cały wieczór albo cztery albo każdego wieczoru cztery tygodnie pod rząd, tak bardzo jestem zafascynowana. Chcę wiedzieć o Tobie dużo, jak najwięcej, to wszystko co jesteś w stanie powiedzieć, opowiedzieć, pokazać, chce poznać najgorsze, najbrudniejsze rzeczy jakie masz w głowie, całe zło, krzywdy które zrobiłeś i te które zostały zrobione Tobie. Chce wiedzieć i chce żebyś wiedział wszystko o mnie. Jesteś pierwszą osobą, która tyle znaczy. Jesteś pierwszą osobą, której jeszcze nigdy nie miałam dość.
Stoję i gadam sama do siebie, krew krąży szybciej i chyba widzę miejsce gdzie całowaliśmy się po raz pierwszy. Nie mogę oddychać i uważam, że to niemożliwe, że jak to się stało, jak mogło, jakim cudem, dlaczego, jak , jak, jak, jak kurwa, no jak mogliśmy się skończyć. Nie my, każdy tylko nie my. Zastanawiam się, kim była bym teraz, gdyby nie Ty wtedy i później. Pewnie też bym się skończyła. Już dawno.
niedziela, 24 marca 2013
środa, 6 marca 2013
niech będzie chwała za ten czas
Mam lekką, jasną, pełną słońca głowę, mam głowę szaleńca i powinnam robić teraz całkiem co innego, być kimś innym, z kimś innym i gdzie indziej, jak każdy z nas. Mam głowę szaleńca i wydaje mi się, że wszystko co między nami, stopiło się jak klisza fotograficzna, że wszystko, wszystko umarło, mu umarliśmy, my, cały wszechświat.
Chociaż czasami chyba wciąż jeszcze idę w Twoim kierunku i staram się nie być zła, nie być wściekła na świat, staram się być dobra, serio, ale jeśli karma mi tego nie zwróci, to nie ręczę za siebie, przysięgam, bo oddałam wszystko, prawie, resztę mi odebrano, więc, cóż. Zostały zadania z matematyki, które nie mają prawa zaskakiwać, stosy nieprzeczytanych lektur, dwa miesiące do matury noikurwacoztegonoico. Nie znaczę zupełnie nic, bez Ciebie.
Wciąż spędzam z nim duszne wieczory, dziwne, ciężkie od uczuć, jego uczuć, ja nie mam, zwykle wtedy mam tylko płuca pełne dymu, dziwne, wciąż nie wiem, co tak naprawdę dla mnie znaczy, dlaczego go potrzebuję i czego od niego chce. Mam już dosyć jego i tego wszystkiego, wszystkiego, a wczoraj przeszłam samą siebie, upaliłam się, po czym płakałam pół godziny, bo zażartował, że nie mogę oprzeć głowy o jego ramię. Mógłby mieć trochę rozsądku i odejść, przecież jestem wariatką. Oboje powinniśmy, nic dobrego i tak z tego nie będzie, nie ma prawa, ale nie, nie, przecież to byłoby za mądre, przecież wtedy sprawialibyśmy wrażenie, że wiemy co robimy. A nie wiemy. No bo po co to wszystko przecież. Przecież to nie to samo. Przecież z nikim nie jest już tak samo. Przecież kurwa to jest nie do pomyślenia, tyle szaleństwa.
Wciąż myślę o Tobie, prawie tak często jak o nim, a może nie powinnam o nim ,bo mnie zostawił, bo przecież zniknął, zniknął, wyparował, odciął się, tak jakby nigdy nie było niczego, nikogo, tak jakby półtora roku to było nic, jakby nigdy nie było, Jezu, przecież ja bez niego sobie nie poradzę, przecież troszczył się o mnie, przecież miał troszczyć się jeszcze co najmniej 2 miesiące, przecież ja umrę, nie umiem już przebywać w tych murach bez niego. Nie robi się takich rzeczy, nie robi się, a już na pewno nie ludziom, z którymi kręciło się sobie film w głowie, ciężkie, pijane, źle skadrowane sceny, uśmiechy, krzyki, słowa, papierosy, pieniądze, bar, jedzenie, piwo, szampan, schody, śmiech, śnieg, ciepło, park, polana, wiatr, lato, lato, zima, wiosna, jesień, kurwa, NIE ROBI SIĘ TEGO KOMUŚ Z KIM SPĘDZA SIĘ CALE LATA DZIEŃ W DZIEŃ, NIE ROBI SIĘ KURWA.
Nieważne, przecież nie płaczę po ludziach, wszyscy odchodzą, po prostu ja o tym zapomniałam.
Chciałabym, żebyś już był. Wszystko sprowadza się do tego, żebyś Ty był. Z Tobą, może być wszystko.
Chociaż czasami chyba wciąż jeszcze idę w Twoim kierunku i staram się nie być zła, nie być wściekła na świat, staram się być dobra, serio, ale jeśli karma mi tego nie zwróci, to nie ręczę za siebie, przysięgam, bo oddałam wszystko, prawie, resztę mi odebrano, więc, cóż. Zostały zadania z matematyki, które nie mają prawa zaskakiwać, stosy nieprzeczytanych lektur, dwa miesiące do matury noikurwacoztegonoico. Nie znaczę zupełnie nic, bez Ciebie.
Wciąż spędzam z nim duszne wieczory, dziwne, ciężkie od uczuć, jego uczuć, ja nie mam, zwykle wtedy mam tylko płuca pełne dymu, dziwne, wciąż nie wiem, co tak naprawdę dla mnie znaczy, dlaczego go potrzebuję i czego od niego chce. Mam już dosyć jego i tego wszystkiego, wszystkiego, a wczoraj przeszłam samą siebie, upaliłam się, po czym płakałam pół godziny, bo zażartował, że nie mogę oprzeć głowy o jego ramię. Mógłby mieć trochę rozsądku i odejść, przecież jestem wariatką. Oboje powinniśmy, nic dobrego i tak z tego nie będzie, nie ma prawa, ale nie, nie, przecież to byłoby za mądre, przecież wtedy sprawialibyśmy wrażenie, że wiemy co robimy. A nie wiemy. No bo po co to wszystko przecież. Przecież to nie to samo. Przecież z nikim nie jest już tak samo. Przecież kurwa to jest nie do pomyślenia, tyle szaleństwa.
Wciąż myślę o Tobie, prawie tak często jak o nim, a może nie powinnam o nim ,bo mnie zostawił, bo przecież zniknął, zniknął, wyparował, odciął się, tak jakby nigdy nie było niczego, nikogo, tak jakby półtora roku to było nic, jakby nigdy nie było, Jezu, przecież ja bez niego sobie nie poradzę, przecież troszczył się o mnie, przecież miał troszczyć się jeszcze co najmniej 2 miesiące, przecież ja umrę, nie umiem już przebywać w tych murach bez niego. Nie robi się takich rzeczy, nie robi się, a już na pewno nie ludziom, z którymi kręciło się sobie film w głowie, ciężkie, pijane, źle skadrowane sceny, uśmiechy, krzyki, słowa, papierosy, pieniądze, bar, jedzenie, piwo, szampan, schody, śmiech, śnieg, ciepło, park, polana, wiatr, lato, lato, zima, wiosna, jesień, kurwa, NIE ROBI SIĘ TEGO KOMUŚ Z KIM SPĘDZA SIĘ CALE LATA DZIEŃ W DZIEŃ, NIE ROBI SIĘ KURWA.
Nieważne, przecież nie płaczę po ludziach, wszyscy odchodzą, po prostu ja o tym zapomniałam.
Chciałabym, żebyś już był. Wszystko sprowadza się do tego, żebyś Ty był. Z Tobą, może być wszystko.
sobota, 8 grudnia 2012
może.
Może to i prawda, może tak jest, może w jakiś dziwny, niepełny, pokręcony, niezrozumiały nawet dla mnie sposób Cię kocham, nie wiem, może tak jest, nie wiem. Wiem tylko, że lubię z Tobą przebywać, bo przy Tobie jestem najszczerszą wersją siebie i lubię to, że będąc z Tobą, mogę pobrudzić się jedzeniem, rozlać coś na pół dywanu, kaszleć przez 10 minut, iść ulicą i łapać językiem płatki śniegu wcale nie słuchając tego co właśnie próbujesz mi powiedzieć, robić przysiady przy paleniu trawy, mówić po śląsku, wkurzać Cię, że przez 3 godziny mówię tylko po angielsku, kręcić filmiki w których leże na Tobie, robię okropne miny i przeklinam, bo mam łaskotki, mogę Cię przedrzeźniać, przytyć 3 kg w tydzień , po czym w dwa tygodnie schudnąć 7, piszczeć, potykać się i być niezdarną, być wredną suką, ripostować wszystko stwierdzeniem "pierdol się, cukiereczku" , upijać się i śmiertelnie poważnie stwierdzać, że nie możemy być razem, jeśli masz alergie na koty, płakać na reklamach, udawać Hefnera, udawać tancerkę go-go, śpiewać absurdalne piosenki, krzyczeć, że przez Ciebie nie mogę rzucić palenia, bo Ty wciąż palisz i palisz, obrażać ludzi, robić z siebie idiotkę i dawać się ponosić emocjom, mogę być całkowicie sobą, niepoważną, naiwną, słabą, zabawną, nadal pisać Ci dziwne listy, pełne rzeczy, które w Tobie lubię, a które Ty lubisz czytać przed snem, mogę być dziwakiem, a właściwie to nie muszę ukrywać tego, że jestem dziwaczna, bo wiem, że Ty wciąż będziesz i stwierdzisz ze śmiechem, że ani trochę mnie nie pojmujesz, ale wciąż będziesz mnie chciał, może nawet jeszcze bardziej niż do tej pory i wciąż będziesz patrzył na mnie tak samo i nadal będę widziała moje odbicie w Twoich oczach. I pewnie dlatego tak Cię lubię, chociaż każdy wciąż pyta, dlaczego i jak to możliwe, bo udajesz i chcesz być postrzegany jako skurwysyn i ludzie tak Cię odbierają, a to jest bullshit, the biggest bullshit ever, ale pieprzyć ludzi, co oni mogą wiedzieć. I ja naprawdę chciałabym, żebyś był szczęśliwy, ale nie mogę, ale wyrwę Ci serce, już niebawem, bo nie wybaczyłam i nie wybaczę tego jakim chujem okazałeś się być wobec mnie pewnego jebanego miesiąca. Więc odpłacę Ci za to, a jakże, złamię Cię i zniszczę i zdeptam i nie zostanie po Tobie nawet wspomnienie i nie zrozum mnie źle, naprawdę nie chcę tego robić, naprawdę nie jestem aż tak zła i walnięta, a może jestem ?
środa, 29 sierpnia 2012
konam, wpuść mnie.
Ludzie nigdy nie zrozumieją, nigdy, dla nich to tylko my, a to nieprawda. Jest coś więcej, jest 4 nad ranem, a Twoja ręka leży na moim udzie, zza ściany słyszę jak któreś z nich wychodzi na papierosa, a tuż obok słyszę Twój oddech, a może mój oddech, Twój oddech, wszystko jedno, wszystko wspólne. Leżę, myślę, o, znów zapomniałeś zdjąć zegarka i znowu będziesz narzekał jak wstaniesz, a nie wiem czy wspominałam, że kocham Twoją twarz rano?
Trzeba będzie iść do sklepu i dokupić alkoholu, bo wczoraj znów wypiliśmy wszystko co było, ej to straszne przecież, jest nas tylko czworo i kończą nam się pieniądze, a pijemy na półki.
M. budzi mnie każdego ranka i każe opowiadać sobie o poprzednim dniu, bo po co pamiętać co się robiło po pijaku, skoro można nie pamiętać. Więc mówię cokolwiek, zmyślam coś i patrzę jak jej oczy robią się wielkie jak spodki, a potem wybucham śmiechem, Jezu jak ja ją kocham, ale martwię się też, nie powinna aż tak przejmować się tym, że odszedł. Kochana, Oni tylko wydają się być tak fantastyczni, tak naprawdę większość z nich chciałaby od nas wszystko bez dawania czegokolwiek, pieprz to mała, kiedyś znajdziesz kogoś naprawdę, każdy znajdzie. Mówię jej to i boję się, że zaraz mi się rozpłacze, ale nie, jest coraz lepiej, nie płakała już od 4 tygodni odkąd jest z Nami.
Boże, jaki syf w tym domu, tak kochanie, już wracam do łóżka, muszę tylko zabrać R. moje papierosy, tak, wiem, że przecież już nie palę, ale on pali już 3 moją paczkę, och, dotykasz mnie, a w sumie, co tam papierosy, chodźmy się kochać.
Znowu pijemy, a Ty znowu tak fantastycznie pachniesz i nie wiem co bardziej miesza mi w głowie, cytrynówka czy Twoje perfumy. Nie czuję się całkiem ok, to chyba przez ten cukier, za dużo cukru dziennie, ale kocham Cie. O, ktoś przyniósł z domu aparat, zrób sobie ze mną zdjęcie, jesteśmy niesamowici na zdjęciach, a każde z nich można podpisać jedynie zdaniem "When i'm with you i have fun". Tak, wracajmy łąką, może znowu położymy się na trawie na 5 minutek, a obudzimy rano, w mokrych ubraniach i ciężkim szoku. Wiem, nie musisz mówić, że podobają Ci się moje paznokcie, przytul mnie, bo chyba zbiera się na burze, myślisz, że się boje, a wcale nie, wcale się nie boje, a to kolejny pretekst do tego by ani na chwilę nie wypuszczać Cię z ramion. Boże, jak można być Tobą, to jest nie do pomyślenia chodzić po ziemi i być Tobą i żyć i jednocześnie nie oszaleć od swojej zajebistości. Oh, hahaha zawsze się śmiejesz kiedy tak mówię, nie śmiej się,jestem całkowicie poważna, Boże jak Cię kocham, wystarczy, że mnie przytulisz, a ja już unoszę się ponad chodnikiem, poza tym chciałabym Ci powiedzieć tyle rzeczy, ale..oh, R. znowu wypalił dziurę w dywanie węgielkiem, rozkoszny chłopak z Niego, choć może trochę za dużo gada o pieprzeniu. Kochanie, uwielbiam z Tobą gadać o jedzeniu i o Ojcu Chrzestnym i śmiać się w barze z kolesia, który ma głos zupełnie jak Luca Brasi i krzyczeć WANKER pod sklepem tak głośno, że aż ludzie otwierają okna.
Śmiejemy się całymi dniami jak idioci, mówimy o rzeczach, które tylko my rozumiemy, a gdy ktoś na ulicy przypadkiem usłyszy, to patrzy jak na wariatów, co śmieszy nas jeszcze bardziej.Chodzimy codziennie do sklepu, a ja już po 3 dniach podchodzę do kasy i mówię "proszę to co zwykle", a ekspedientka tylko uśmiecha się krzywo i podaje Lubelską, Pepsi i paluszki, później M.kupuje parówki i tuńczyka, bo coś wpierdalać trzeba, mimo wszystko. Oni jedzą parówki, my tuńczyka, lubimy tuńczyka i seks na blatach kuchennych gdy nikogo nie ma w domu, jesteśmy nieprawdopodobni i chyba oszaleje bez Ciebie przez te 118 dni do następnego spotkania. Palę jednego papierosa dziennie, to niesamowite, autentycznie nie ciągnie mnie do palenia gdy ten chłopak jest blisko, a przecież jestem takim jebanym nałogiem, niesamowite. Gramy trochę w Simsy, gdzie najczęściej topimy P. w basenie, nawiasem mówiąc, fałszywy z Niego chuj, dobrze mu tak, ale nie lubimy Simów w sumie, instalujemy Skyrima, ale raczej nic z tego nie będzie, no cóż, nie ponakurwiamy razem smoków, szkoda.
Rodzice dzwonili tylko raz, chociaż przecież wciąż nie mają pojęcia kiedy wrócę i gdzie jestem, chociaż przecież pewnego wieczoru w godzinę spakowałam połowę rzeczy i nic nikomu nie mówiąc, uciekłam. Nawet nie jest mi przykro, mam tu prawdziwą rodzinę, rodzeństwo o jakim zawsze marzyłam. W sumie to uciekliśmy jak wariaci, w sumie to nimi jesteśmy, wszyscy, każdy z Nas.
Kochanie, kochanie, kochanie, wiem powtarzam się jak głupia, wiem, milczę za dużo dzisiaj, ale boję się, jestem przerażona, że tak niewiele czasu Nam zostało, trzeba się kochać i rozmawiać i trzymać za rękę i całować i bawić włosami i pic i przytulać i mówić sobie pewne rzeczy bez słów i być, być, być, być tu i teraz ze sobą jak najmocniej, jak najbardziej. Masz takie piękne oczy, szaro-niebieskie są, nie będę płakać, nie będę płakać, przecież nie mogę się teraz popłakać, wciąż jeszcze mnie obejmuje, wciąż czuje jego zapach, wciąż jeszcze jest mój.
Ostatni wieczór i drinki Sobieskiego, smakują, smakują wszystkie oprócz Green Tea, jego ręce na mojej twarzy, szaleństwo w oczach, no ja pierdole ja ją chyba zabije, ja tutaj prawie płaczę, rozpadam się, umieram, żegnam, a Ona włącza Aerosmith na przemian z "See You Soon" Coldplay'a, "Set the fire to the third bar" i "Black" Pearl Jam'u i jakby tego było mało to jeszcze "The Best Is Yet To Come" Scorpions'ów, kurwa, no zabiję ją, umieram przez to, chociaż nie, nieważne, wszyscy umieramy teraz tak samo, wszyscy to czujemy, zżyliśmy się tak bardzo, że to chyba aż niezdrowo, że to chyba aż nienormalne, jak śmiesznie, to takie nasze, nienormalność i takie tam inne dziwactwa.
Ostatni ranek, M. leży bezruchu na podłodze już od 2 godzin, kochanie, sprawdź czy oddycha, bo R.chodzi tam i z powrotem i mówi, że nie sprząta, bo nie jest pedantem, bo nie jest głupi, bo mu się nie chce, chodzi, gada i machinalnie, pewnie nieświadomie, ustawia rzeczy na swoich miejscach, pakuje się, ścieli łóżka, ma nieprzytomne spojrzenie i nie wyciąga papierosa z ust, cholera, naprawdę musi nas wszystkich kochać, nie wygląda na takiego, któremu może się zdarzyć, że nie wie co ze sobą zrobić, a jednak, no proszę. Po chwili podchodzi do mnie i przytula, prawie spalił mi włosy papierosem, którego oczywiście wciąż pali, ale cóż to znaczy, stoi tak dobre 8 min, a ja się nie ruszam, przytulam się i myślę o tym, ile razy mi pomógł ile razy słuchał, że źle, że boli, że nie tak jak być powinno, że muszę mieć M. i tylko M.,że pierdolone 2tys kilometrów, ile razy razem piliśmy, ile lat już się znamy, miga mi to wszystko przed oczami i wtedy coś we mnie pęka, wtedy się załamuje, nie, nie wytrzymam, uciekam, zamknę się w łazience, może uda mi się umrzeć z bólu zanim będę musiała pożegnać się z Nimi ostatecznie.
Ostatnie popołudnie, M puściła na pełny regulator "Wpuść Mnie" Happysadu i teraz wszyscy chodzimy i konamy. Mijamy się w futrynach nie patrząc sobie w oczy, ale i tak wiemy, że każde z nas ryczy, siedzę na jego kolanach i patrzę mu w twarz, patrzę i wiem, że to właściwa twarz, że to ma być On i tylko On, patrzę i wariuje, bo chciałabym powiedzieć tyle rzeczy, ubrać w słowa to, co myślę, ale nie umiem, ale za wcześnie, kochanie, widzę, że też masz szaleństwo w oczach i ból na ustach, ale kocham Cię, wszystko będzie dobrze przecież, tak, tak jak mówisz, zawsze byliśmy najlepsi przecież, dla siebie, zawsze mieliśmy być, zawsze będziemy.
Ostatnia godzina, leżymy wszyscy na łóżku, strasznie pijani, trochę alkoholem, trochę rozpaczą. Planujemy Amsterdam i sylwestra. Boże jak ja was kocham - Boże jak my Ciebie też. Przecież wiem, przecież czuje, cały dom jest Nami przesiąknięty, my jesteśmy sobą przesiąknięci, już czas, trzeba wstać, trzeba pożegnać się ostatecznie.
Stoję. Chyba wciąż jeszcze macham, ale nie jestem do końca świadoma tego co robię. Godzinę temu odleciał. 5 minut temu odjechali. Widzimy się za 118 dni od dzisiaj. Wytrzymam.Będzie dobrze.
Kurwa, chyba muszę iść zapalić.
Trzeba będzie iść do sklepu i dokupić alkoholu, bo wczoraj znów wypiliśmy wszystko co było, ej to straszne przecież, jest nas tylko czworo i kończą nam się pieniądze, a pijemy na półki.
M. budzi mnie każdego ranka i każe opowiadać sobie o poprzednim dniu, bo po co pamiętać co się robiło po pijaku, skoro można nie pamiętać. Więc mówię cokolwiek, zmyślam coś i patrzę jak jej oczy robią się wielkie jak spodki, a potem wybucham śmiechem, Jezu jak ja ją kocham, ale martwię się też, nie powinna aż tak przejmować się tym, że odszedł. Kochana, Oni tylko wydają się być tak fantastyczni, tak naprawdę większość z nich chciałaby od nas wszystko bez dawania czegokolwiek, pieprz to mała, kiedyś znajdziesz kogoś naprawdę, każdy znajdzie. Mówię jej to i boję się, że zaraz mi się rozpłacze, ale nie, jest coraz lepiej, nie płakała już od 4 tygodni odkąd jest z Nami.
Boże, jaki syf w tym domu, tak kochanie, już wracam do łóżka, muszę tylko zabrać R. moje papierosy, tak, wiem, że przecież już nie palę, ale on pali już 3 moją paczkę, och, dotykasz mnie, a w sumie, co tam papierosy, chodźmy się kochać.
Znowu pijemy, a Ty znowu tak fantastycznie pachniesz i nie wiem co bardziej miesza mi w głowie, cytrynówka czy Twoje perfumy. Nie czuję się całkiem ok, to chyba przez ten cukier, za dużo cukru dziennie, ale kocham Cie. O, ktoś przyniósł z domu aparat, zrób sobie ze mną zdjęcie, jesteśmy niesamowici na zdjęciach, a każde z nich można podpisać jedynie zdaniem "When i'm with you i have fun". Tak, wracajmy łąką, może znowu położymy się na trawie na 5 minutek, a obudzimy rano, w mokrych ubraniach i ciężkim szoku. Wiem, nie musisz mówić, że podobają Ci się moje paznokcie, przytul mnie, bo chyba zbiera się na burze, myślisz, że się boje, a wcale nie, wcale się nie boje, a to kolejny pretekst do tego by ani na chwilę nie wypuszczać Cię z ramion. Boże, jak można być Tobą, to jest nie do pomyślenia chodzić po ziemi i być Tobą i żyć i jednocześnie nie oszaleć od swojej zajebistości. Oh, hahaha zawsze się śmiejesz kiedy tak mówię, nie śmiej się,jestem całkowicie poważna, Boże jak Cię kocham, wystarczy, że mnie przytulisz, a ja już unoszę się ponad chodnikiem, poza tym chciałabym Ci powiedzieć tyle rzeczy, ale..oh, R. znowu wypalił dziurę w dywanie węgielkiem, rozkoszny chłopak z Niego, choć może trochę za dużo gada o pieprzeniu. Kochanie, uwielbiam z Tobą gadać o jedzeniu i o Ojcu Chrzestnym i śmiać się w barze z kolesia, który ma głos zupełnie jak Luca Brasi i krzyczeć WANKER pod sklepem tak głośno, że aż ludzie otwierają okna.
Śmiejemy się całymi dniami jak idioci, mówimy o rzeczach, które tylko my rozumiemy, a gdy ktoś na ulicy przypadkiem usłyszy, to patrzy jak na wariatów, co śmieszy nas jeszcze bardziej.Chodzimy codziennie do sklepu, a ja już po 3 dniach podchodzę do kasy i mówię "proszę to co zwykle", a ekspedientka tylko uśmiecha się krzywo i podaje Lubelską, Pepsi i paluszki, później M.kupuje parówki i tuńczyka, bo coś wpierdalać trzeba, mimo wszystko. Oni jedzą parówki, my tuńczyka, lubimy tuńczyka i seks na blatach kuchennych gdy nikogo nie ma w domu, jesteśmy nieprawdopodobni i chyba oszaleje bez Ciebie przez te 118 dni do następnego spotkania. Palę jednego papierosa dziennie, to niesamowite, autentycznie nie ciągnie mnie do palenia gdy ten chłopak jest blisko, a przecież jestem takim jebanym nałogiem, niesamowite. Gramy trochę w Simsy, gdzie najczęściej topimy P. w basenie, nawiasem mówiąc, fałszywy z Niego chuj, dobrze mu tak, ale nie lubimy Simów w sumie, instalujemy Skyrima, ale raczej nic z tego nie będzie, no cóż, nie ponakurwiamy razem smoków, szkoda.
Rodzice dzwonili tylko raz, chociaż przecież wciąż nie mają pojęcia kiedy wrócę i gdzie jestem, chociaż przecież pewnego wieczoru w godzinę spakowałam połowę rzeczy i nic nikomu nie mówiąc, uciekłam. Nawet nie jest mi przykro, mam tu prawdziwą rodzinę, rodzeństwo o jakim zawsze marzyłam. W sumie to uciekliśmy jak wariaci, w sumie to nimi jesteśmy, wszyscy, każdy z Nas.
Kochanie, kochanie, kochanie, wiem powtarzam się jak głupia, wiem, milczę za dużo dzisiaj, ale boję się, jestem przerażona, że tak niewiele czasu Nam zostało, trzeba się kochać i rozmawiać i trzymać za rękę i całować i bawić włosami i pic i przytulać i mówić sobie pewne rzeczy bez słów i być, być, być, być tu i teraz ze sobą jak najmocniej, jak najbardziej. Masz takie piękne oczy, szaro-niebieskie są, nie będę płakać, nie będę płakać, przecież nie mogę się teraz popłakać, wciąż jeszcze mnie obejmuje, wciąż czuje jego zapach, wciąż jeszcze jest mój.
Ostatni wieczór i drinki Sobieskiego, smakują, smakują wszystkie oprócz Green Tea, jego ręce na mojej twarzy, szaleństwo w oczach, no ja pierdole ja ją chyba zabije, ja tutaj prawie płaczę, rozpadam się, umieram, żegnam, a Ona włącza Aerosmith na przemian z "See You Soon" Coldplay'a, "Set the fire to the third bar" i "Black" Pearl Jam'u i jakby tego było mało to jeszcze "The Best Is Yet To Come" Scorpions'ów, kurwa, no zabiję ją, umieram przez to, chociaż nie, nieważne, wszyscy umieramy teraz tak samo, wszyscy to czujemy, zżyliśmy się tak bardzo, że to chyba aż niezdrowo, że to chyba aż nienormalne, jak śmiesznie, to takie nasze, nienormalność i takie tam inne dziwactwa.
Ostatni ranek, M. leży bezruchu na podłodze już od 2 godzin, kochanie, sprawdź czy oddycha, bo R.chodzi tam i z powrotem i mówi, że nie sprząta, bo nie jest pedantem, bo nie jest głupi, bo mu się nie chce, chodzi, gada i machinalnie, pewnie nieświadomie, ustawia rzeczy na swoich miejscach, pakuje się, ścieli łóżka, ma nieprzytomne spojrzenie i nie wyciąga papierosa z ust, cholera, naprawdę musi nas wszystkich kochać, nie wygląda na takiego, któremu może się zdarzyć, że nie wie co ze sobą zrobić, a jednak, no proszę. Po chwili podchodzi do mnie i przytula, prawie spalił mi włosy papierosem, którego oczywiście wciąż pali, ale cóż to znaczy, stoi tak dobre 8 min, a ja się nie ruszam, przytulam się i myślę o tym, ile razy mi pomógł ile razy słuchał, że źle, że boli, że nie tak jak być powinno, że muszę mieć M. i tylko M.,że pierdolone 2tys kilometrów, ile razy razem piliśmy, ile lat już się znamy, miga mi to wszystko przed oczami i wtedy coś we mnie pęka, wtedy się załamuje, nie, nie wytrzymam, uciekam, zamknę się w łazience, może uda mi się umrzeć z bólu zanim będę musiała pożegnać się z Nimi ostatecznie.
Ostatnie popołudnie, M puściła na pełny regulator "Wpuść Mnie" Happysadu i teraz wszyscy chodzimy i konamy. Mijamy się w futrynach nie patrząc sobie w oczy, ale i tak wiemy, że każde z nas ryczy, siedzę na jego kolanach i patrzę mu w twarz, patrzę i wiem, że to właściwa twarz, że to ma być On i tylko On, patrzę i wariuje, bo chciałabym powiedzieć tyle rzeczy, ubrać w słowa to, co myślę, ale nie umiem, ale za wcześnie, kochanie, widzę, że też masz szaleństwo w oczach i ból na ustach, ale kocham Cię, wszystko będzie dobrze przecież, tak, tak jak mówisz, zawsze byliśmy najlepsi przecież, dla siebie, zawsze mieliśmy być, zawsze będziemy.
Ostatnia godzina, leżymy wszyscy na łóżku, strasznie pijani, trochę alkoholem, trochę rozpaczą. Planujemy Amsterdam i sylwestra. Boże jak ja was kocham - Boże jak my Ciebie też. Przecież wiem, przecież czuje, cały dom jest Nami przesiąknięty, my jesteśmy sobą przesiąknięci, już czas, trzeba wstać, trzeba pożegnać się ostatecznie.
Stoję. Chyba wciąż jeszcze macham, ale nie jestem do końca świadoma tego co robię. Godzinę temu odleciał. 5 minut temu odjechali. Widzimy się za 118 dni od dzisiaj. Wytrzymam.Będzie dobrze.
Kurwa, chyba muszę iść zapalić.
niedziela, 26 czerwca 2011
3 lata.
siedzisz i patrzysz
wskazówki zegara nagle zaczynają przyspieszać
zamykasz oczy, wszystko znika i nagle znów jesteś tam
patrzysz na jego twarz i czujesz że umierasz
nie chcesz tego
wtedy jedynym uczuciem jakie Cię przepełnia jest nienawiść
nienawidzisz tego,że go poznałaś
gdyby nie to
życie nadal nie miałoby sensu
ale brak tego sensu bolałby Cię o wiele mniej.
wskazówki zegara nagle zaczynają przyspieszać
zamykasz oczy, wszystko znika i nagle znów jesteś tam
patrzysz na jego twarz i czujesz że umierasz
nie chcesz tego
wtedy jedynym uczuciem jakie Cię przepełnia jest nienawiść
nienawidzisz tego,że go poznałaś
gdyby nie to
życie nadal nie miałoby sensu
ale brak tego sensu bolałby Cię o wiele mniej.
czwartek, 19 sierpnia 2010
never open, never closed past...
serce z kamienia,brudne mysli,
wspolne dni,noce,popołudnia,
to co sie zdarzyło, i to co w ogole nie miało miejsca ale boli tak samo
papierosy, melodie, uczucia, do kurwy nedzy, uczucia!
nigdy nie wypowiedziane słowa, w ogole to bardzo mało wypowiedzianych słow
wiecej niedomowien, zagadek , tajemnic , mało oczywistosci, duzo bólu
jeszcze wiecej niezgodnosci czasu, miejsca,
na pocieszenie wspołpraca umysłow,
wielkie nadzieje, ostre jak sztylety wspomnienia , przytepione przez czas,
twoje oczy zawieszone na poziomie szafki kuchennej, twoje oczy zawieszone na poziomie moich,
twoje oczy zawieszone wszedzie,
widmo szczescia siedziacego w fotelu, lezacego na łozku, hustajacego sie na hustawce, palącego papierosa zza drzewa
snieg, snieg, doskonale symbolizujacy temperature naszej odwagi, wiatr uderzający nam w twarze pozegnaniem,
awersja do ciszy,
wiec muzyka, jeszcze wiecej muzyki, ciche rozmowy, monologi właściwie,
popołudnia spedzone w pustej wannie,
kołaczace sie w głowie te same mysli, bladoniebieskie aspiracje,
odcienie szalenstwa, pistacjowy głos,
chmurnosc twoich oczu
ocalic od zapomnienia.
wspolne dni,noce,popołudnia,
to co sie zdarzyło, i to co w ogole nie miało miejsca ale boli tak samo
papierosy, melodie, uczucia, do kurwy nedzy, uczucia!
nigdy nie wypowiedziane słowa, w ogole to bardzo mało wypowiedzianych słow
wiecej niedomowien, zagadek , tajemnic , mało oczywistosci, duzo bólu
jeszcze wiecej niezgodnosci czasu, miejsca,
na pocieszenie wspołpraca umysłow,
wielkie nadzieje, ostre jak sztylety wspomnienia , przytepione przez czas,
twoje oczy zawieszone na poziomie szafki kuchennej, twoje oczy zawieszone na poziomie moich,
twoje oczy zawieszone wszedzie,
widmo szczescia siedziacego w fotelu, lezacego na łozku, hustajacego sie na hustawce, palącego papierosa zza drzewa
snieg, snieg, doskonale symbolizujacy temperature naszej odwagi, wiatr uderzający nam w twarze pozegnaniem,
awersja do ciszy,
wiec muzyka, jeszcze wiecej muzyki, ciche rozmowy, monologi właściwie,
popołudnia spedzone w pustej wannie,
kołaczace sie w głowie te same mysli, bladoniebieskie aspiracje,
odcienie szalenstwa, pistacjowy głos,
chmurnosc twoich oczu
ocalic od zapomnienia.
niedziela, 1 sierpnia 2010
za długie, za głebokie, za rozpaczliwe. za bardzo po mojemu. za bardzo bez Ciebie!!!!
Wlasnie wracam. I nie wiem co powiedziec. Wlasnie umarłam. Po prostu umarłam. To wszystko,wtedy,tam,nawet teraz jest nie do opisania...
Posiłki. Gdy człowiek nie je nic, lub prawie nic , to kiedy postawi sie przed nim normalny posiłek , wydaje sie to niemozebne. Ale jadłam , jadłam na siłe, jadłam z mysla o poprzednich latach, jadłam z mysla o Tobie, o tym ze podobałam Ci sie taka, jaka byłam kiedys , taka normalna, zdrowa, a nie taki wrak kobiety jakim jestem teraz. Moze to i dobrze, ze nie widziałes mnie teraz, w tym roku, w tym czasie odkad ostatni raz zabiłes mnie osobiscie. Moze dobrze, ze nie widziałes mojego upadku, tego jak sie stoczyłam i tego jak teraz moje myslenie sprowadza sie wyłacznie do papierosów lub do Ciebie. I nie mam watpliwosci, ze to dobrze, ze nie widziales tych ciagłych łez cisnacych mi sie do oczu. Musiałam robic cokolwiek, jakkolwiek, wszystko i byle jak, zeby zapomniec. Wszystkie pokoje , sprzety i postacie az tetnia ruchomymi wspomnieniami o Tobie. To nie do zniesienia. To wciaz jest straszne. Przerazajaca swiadomosc, ze tego lata Cie nie było. I ,ze tego lata juz Cie wiecej nie zobacze. I ta najstraszniejsza swidomosc ,ze nawet jesli bys był, to nie byłbys juz taki Moj jak kiedys. Najszczesliwsza mysla , jaka kiedykolwiek przeszła mi przez głowe, to mysl , ze jestes moj, a ja moge byc Twoja. Ale teraz juz nie mam zadnych szczesliwych mysli. Zadnych. Wszystkie sa wypełnione rozpaczliwie milczacymi wrzaskami o pomoc. Wrzaskami o Tobie, o prawdziwym Tobie , zarowno fizycznie , jak i psychicznie MOIM. Takim jak byłes kiedys , a nie takim jak jestes teraz. Bo to, co czas z Toba zrobił, było po prostu zwykłym skurwysynstwem wobec mnie. Odebrał mi Cie i zmienił do tego stopnia, ze nawet Cie to nie obeszło......
To miejsce...boli.Jest jedną, wielką, pulsujacą bólem raną, w dodatku rozdrapywaną co chwila mniej lub bardziej głeboko. Jej dom, ich domy, Twoj dom, choc widziany tylko z zwenatrz,bolą, drapią w gardle i w oczach . Sklep, droga , nasza łaką, klatki schodowe, znane samochody bolą, kłują w klatce piersiowej . Ludzie, ich słowa o Tobie, słowa, wspomnienia jak rowniez zdjecia, filmy, muzyka zwiazana z Toba bolą najbardziej . Wbijają sie miedzy zebra, wchodzą w krwioobieg, pulsują w zyłach, przyklejaja sie do innych mysli, drąża w mozgu głebokie tunele. A najgorsze jest to, ze wspomnienia mimo tak długiego okresu przerwy wclanie nie zgubiły ostrosci. Wrecz przeciwnie, obrazy sa ostre jak sztylety i rownie bolesne co one. I wiem, czuje to , ze to miejsce nigdy nie przestanie wywoływac we mnie takich odczuc.Nigdy, bo to tu wszystko sie zaczeło, to tu wszyscy pomagali nam przetrwac, to tu wszyscu ułatwiali nam spotkania, rozganiali nasza treme, PRZEZNACZYLI NAS SOBIE <333 To tutaj zawsze byłam soba, tutaj czułam sie jak w domu, mimo takiej odległosci od niego, to tutaj problemy znikały, zycie stawało sie proste, a jego sens oczywisty i to tutaj zawsze mieszkały szczerosc, przyjazn,miłosc a co za tym idzie szczescie. Tutaj było wszystko, tutaj był moj Eden, ktorego podpaliłes na czas swojej nieobecnosci i kazałes tak długo na siebie czekac, ze teraz są juz tam tylko zgliszcza powodujace całodobową mokrosc oczu. Wiesz Tobie pewnie jest tam o wiele łatwiej. Cpasz, teraz jestem juz pewna na sto procent. I nie moge, po prostu nie moge zrozumiec dlaczego powoli sie zabijasz. Mozna by pomyslec, ze jednak czegos załujesz tak jak niedawno mi powiedziałes i ze chcesz ten zal jakos zagłuszyc, tak jak ja robie to papierosami.Ale Twoje serce to juz raczej tylko kupa mięcha, w ogole ostatnio całego Ciebie postrzegam jako mieso bez uczuc. Mieso ktore kocham.I wiesz chyba byłes miłoscia mojego zycia,bo nigdy nikogo nie kochałam bardziej irracjonalnie, bezpodstawnie i mimo wszystko jak Ciebie. Nikt nigdy nie był tak jeden , tak najwazniejszy , tak warunkujacy na moje zycie co Ty.I z nikim innym nie wyobrazam sobie takiej bliskosci, jakiej doswiadczyłam z Toba i takiego zrozumienia, po prostu takiego zycia, z nikim.I po tym pobycie w mijscu naszego poczatku zrozumiałam, ze mimo wszystko nikogo juz nigdy tak nie pokocham . Bo nikt nie bedzie nigdy tak dobry jak Ty. Ale mimo wszystko jesli nie wrocisz to bede musiała zyc dalej. Nie skoncze z soba,nie dam Ci tej satysfakcji ktorą teraz, po Twojej przemianie na pewno bys odczuł. Bede zyc dalej sama, w sumie to bedzie prawie tak jak dawniej, bo nigdy tak naprawde Cie nie było.A gdy znajdzie sie ktos , kto bedzie umiał dac mi choc odrobine tego, co dostawałam od Ciebie i sprawi, ze poczuje sie z nim choc troche bezpieczna to bede z Nim. To smutne miec 16 lat i miec juz za soba najpiekniejsza rzecz w całym istnienu jaką jest miłosc zycia. I moze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ja bede czekac. Mimo wszystko, przez całe zycie bede na Ciebie czekac, bede Cie kochac i dopoki zyje, ciagle bede w jakims sensie Twoja.
-co mogłoby sprawic, zebys rzuciła to swinstwo?
-ma byc a nie bywac...
I ten powrot..
Pusty autobus.Tzn niezupełnie pusty.Ja i wyraznie znudzony kierowca, zerkajacy co chwile do lusterka, zeby sprawdzic czy nadal płacze.Oczywiscie go nie zawiodłam i ryczałam dalej, zreszta widac bylo ze miał niezła ucieche. Wreszcie miał namacalny dowod, ze ktos ma gorzej od niego, co mozna łatwo wywnioskowac po histerycznym szlochu na tylnym siedzeniu. Dupek. Smiał sie bezczelnie. Potem zasnełam. A jak sie obudziłam to nic sie nie zmieniło. Nadal Cie kochałam.
WROC!!!!!!
Posiłki. Gdy człowiek nie je nic, lub prawie nic , to kiedy postawi sie przed nim normalny posiłek , wydaje sie to niemozebne. Ale jadłam , jadłam na siłe, jadłam z mysla o poprzednich latach, jadłam z mysla o Tobie, o tym ze podobałam Ci sie taka, jaka byłam kiedys , taka normalna, zdrowa, a nie taki wrak kobiety jakim jestem teraz. Moze to i dobrze, ze nie widziałes mnie teraz, w tym roku, w tym czasie odkad ostatni raz zabiłes mnie osobiscie. Moze dobrze, ze nie widziałes mojego upadku, tego jak sie stoczyłam i tego jak teraz moje myslenie sprowadza sie wyłacznie do papierosów lub do Ciebie. I nie mam watpliwosci, ze to dobrze, ze nie widziales tych ciagłych łez cisnacych mi sie do oczu. Musiałam robic cokolwiek, jakkolwiek, wszystko i byle jak, zeby zapomniec. Wszystkie pokoje , sprzety i postacie az tetnia ruchomymi wspomnieniami o Tobie. To nie do zniesienia. To wciaz jest straszne. Przerazajaca swiadomosc, ze tego lata Cie nie było. I ,ze tego lata juz Cie wiecej nie zobacze. I ta najstraszniejsza swidomosc ,ze nawet jesli bys był, to nie byłbys juz taki Moj jak kiedys. Najszczesliwsza mysla , jaka kiedykolwiek przeszła mi przez głowe, to mysl , ze jestes moj, a ja moge byc Twoja. Ale teraz juz nie mam zadnych szczesliwych mysli. Zadnych. Wszystkie sa wypełnione rozpaczliwie milczacymi wrzaskami o pomoc. Wrzaskami o Tobie, o prawdziwym Tobie , zarowno fizycznie , jak i psychicznie MOIM. Takim jak byłes kiedys , a nie takim jak jestes teraz. Bo to, co czas z Toba zrobił, było po prostu zwykłym skurwysynstwem wobec mnie. Odebrał mi Cie i zmienił do tego stopnia, ze nawet Cie to nie obeszło......
To miejsce...boli.Jest jedną, wielką, pulsujacą bólem raną, w dodatku rozdrapywaną co chwila mniej lub bardziej głeboko. Jej dom, ich domy, Twoj dom, choc widziany tylko z zwenatrz,bolą, drapią w gardle i w oczach . Sklep, droga , nasza łaką, klatki schodowe, znane samochody bolą, kłują w klatce piersiowej . Ludzie, ich słowa o Tobie, słowa, wspomnienia jak rowniez zdjecia, filmy, muzyka zwiazana z Toba bolą najbardziej . Wbijają sie miedzy zebra, wchodzą w krwioobieg, pulsują w zyłach, przyklejaja sie do innych mysli, drąża w mozgu głebokie tunele. A najgorsze jest to, ze wspomnienia mimo tak długiego okresu przerwy wclanie nie zgubiły ostrosci. Wrecz przeciwnie, obrazy sa ostre jak sztylety i rownie bolesne co one. I wiem, czuje to , ze to miejsce nigdy nie przestanie wywoływac we mnie takich odczuc.Nigdy, bo to tu wszystko sie zaczeło, to tu wszyscy pomagali nam przetrwac, to tu wszyscu ułatwiali nam spotkania, rozganiali nasza treme, PRZEZNACZYLI NAS SOBIE <333 To tutaj zawsze byłam soba, tutaj czułam sie jak w domu, mimo takiej odległosci od niego, to tutaj problemy znikały, zycie stawało sie proste, a jego sens oczywisty i to tutaj zawsze mieszkały szczerosc, przyjazn,miłosc a co za tym idzie szczescie. Tutaj było wszystko, tutaj był moj Eden, ktorego podpaliłes na czas swojej nieobecnosci i kazałes tak długo na siebie czekac, ze teraz są juz tam tylko zgliszcza powodujace całodobową mokrosc oczu. Wiesz Tobie pewnie jest tam o wiele łatwiej. Cpasz, teraz jestem juz pewna na sto procent. I nie moge, po prostu nie moge zrozumiec dlaczego powoli sie zabijasz. Mozna by pomyslec, ze jednak czegos załujesz tak jak niedawno mi powiedziałes i ze chcesz ten zal jakos zagłuszyc, tak jak ja robie to papierosami.Ale Twoje serce to juz raczej tylko kupa mięcha, w ogole ostatnio całego Ciebie postrzegam jako mieso bez uczuc. Mieso ktore kocham.I wiesz chyba byłes miłoscia mojego zycia,bo nigdy nikogo nie kochałam bardziej irracjonalnie, bezpodstawnie i mimo wszystko jak Ciebie. Nikt nigdy nie był tak jeden , tak najwazniejszy , tak warunkujacy na moje zycie co Ty.I z nikim innym nie wyobrazam sobie takiej bliskosci, jakiej doswiadczyłam z Toba i takiego zrozumienia, po prostu takiego zycia, z nikim.I po tym pobycie w mijscu naszego poczatku zrozumiałam, ze mimo wszystko nikogo juz nigdy tak nie pokocham . Bo nikt nie bedzie nigdy tak dobry jak Ty. Ale mimo wszystko jesli nie wrocisz to bede musiała zyc dalej. Nie skoncze z soba,nie dam Ci tej satysfakcji ktorą teraz, po Twojej przemianie na pewno bys odczuł. Bede zyc dalej sama, w sumie to bedzie prawie tak jak dawniej, bo nigdy tak naprawde Cie nie było.A gdy znajdzie sie ktos , kto bedzie umiał dac mi choc odrobine tego, co dostawałam od Ciebie i sprawi, ze poczuje sie z nim choc troche bezpieczna to bede z Nim. To smutne miec 16 lat i miec juz za soba najpiekniejsza rzecz w całym istnienu jaką jest miłosc zycia. I moze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale ja bede czekac. Mimo wszystko, przez całe zycie bede na Ciebie czekac, bede Cie kochac i dopoki zyje, ciagle bede w jakims sensie Twoja.
-co mogłoby sprawic, zebys rzuciła to swinstwo?
-ma byc a nie bywac...
I ten powrot..
Pusty autobus.Tzn niezupełnie pusty.Ja i wyraznie znudzony kierowca, zerkajacy co chwile do lusterka, zeby sprawdzic czy nadal płacze.Oczywiscie go nie zawiodłam i ryczałam dalej, zreszta widac bylo ze miał niezła ucieche. Wreszcie miał namacalny dowod, ze ktos ma gorzej od niego, co mozna łatwo wywnioskowac po histerycznym szlochu na tylnym siedzeniu. Dupek. Smiał sie bezczelnie. Potem zasnełam. A jak sie obudziłam to nic sie nie zmieniło. Nadal Cie kochałam.
WROC!!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)